Nagłówek

START

MSZE ŚWIĘTE

SŁOWO BOŻE
NA DZIŚ


HISTORIA

KANCELARIA

GALERIA

OGŁOSZENIA

GRUPY
PARAFIALNE


PORADNIA
RODZINNA


KONTAKT

Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana

Przewodnik
po czyśćcu


CIEKAWE LINKI





Przewodnik po czyśćcu

Szczególne dni miłosierdzia dla dusz czyśćcowych

Każdy z nas ma doświadczenie takich dni, gdy bywa otoczony – większą niż zazwyczaj – życzliwością ludzi; gdy słyszy od bliskich szczere życzenia, otrzymuje prezenty i jakby przez to czuje się trochę bardziej szczęśliwy. Wiemy też, że szczególną okolicznością wzmagającą przejawy ludzkiej serdeczności są na przykład obchody różnych świąt kościelnych, a zwłaszcza Bożego Narodzenia i Wielkanocy. Dla wielu osób jest to także czas duchowej odnowy, wzmożonej modlitwy, pojednania z Bogiem i z ludźmi, radości z rodzinnych spotkań oraz okazja do wytchnienia od zawodowej pracy i codziennych trosk. Ale czy rytm liturgicznych świąt Kościoła, w którym uczestniczą żyjący na ziemi, ma też jakieś znaczenie dla dusz czyśćcowych?

Boże Narodzenie

Dlaczego ta uroczystość należy do wyjątkowych w udzielaniu się Bożego miłosierdzia duszom czyśćcowym? Skąd wiemy, że to szczególny czas łaski dla zmarłych? Czy przekaz ten jest wiarygodny?

Sięgnijmy najpierw do świadectw. Autor książki Uwolnijcie nas stąd! rozmawiając z Marią Simmą zapytał: „Czy są dni, w które większa liczba dusz jest uwolniona z czyśćca do nieba? – Tak – odpowiedziała Maria – w Święta Bożego Narodzenia najwięcej dusz jest wybawionych, ale również zależy to od ilości otrzymanych przez duszę modlitw lub uczynków w swojej intencji. Święta Bożego Narodzenia są szczególne, ponieważ jest to dzień najbardziej obfitujący w łaski” (Nicky Eltz, Uwolnijcie nas stąd!, Kraków, s. 77). Podobne stwierdzenie znajdziemy w notatkach zmarłej w opinii świętości s. Marii od Krzyża: „Nie w Zaduszki jednak unosi się największa ilość dusz do nieba, lecz w Noc Bożego Narodzenia” (Rękopis z czyśćca, Michalineum 1999, s. 65).

Natomiast jak to wygląda od strony teologicznej? W Boże Narodzenie rozważamy i świętujemy jedną z wielkich tajemnic wiary: Bóg podzielił się z nami tym, co było dla Niego najcenniejsze. Jego Syn stał się człowiekiem dla naszego zbawienia. Przyszedł jako nowy Adam, aby zgładzić skutki grzechu pierwszego Adama. Będąc Bogiem uniżył samego siebie i stał się człowiekiem, zszedł z wysokości nieba na ziemię, zechciał być wygnańcem z nieba, abyśmy my „wygnańcy Ewy” mogli wrócić do Raju. Stąd tajemnica człowieka wyjaśnia się naprawdę dopiero w tajemnicy Słowa Wcielonego. Chrystus, nowy Adam, objawia nam w pełni ludzką godność i nasze najwyższe powołanie: „On, Syn Boży, przez wcielenie swoje zjednoczył się z każdym człowiekiem. Ludzkimi rękoma pracował, ludzkim myślał umysłem, ludzką działał wolą, ludzkim sercem kochał, urodzony z Maryi Dziewicy, stał się prawdziwie jednym z nas, we wszystkim do nas podobny oprócz grzechu” (Konstytucja duszpasterska o Kościele, GS 22).

Papież Benedykt XVI przypominał wiernym wagę tego święta w jednej ze swoich katechez: „Słowo stało się ciałem jest jedną z tych prawd, do których tak się przyzwyczailiśmy, że niemal już nas nie uderza wielkość wydarzenia, jaką ona wyraża. I rzeczywiście w tym okresie Bożego Narodzenia, w którym często wyrażenie to powraca w liturgii, czasami większą uwagę zwracamy na aspekty zewnętrzne, na barwy święta, niż na istotę obchodzonej przez nas wielkiej nowości chrześcijańskiej: coś absolutnie nie do pomyślenia, czego dokonać mógł tylko Bóg i w co możemy wejść jedynie z wiarą. (...) W tę świętą noc, Bóg stając się ciałem, zechciał stać się darem dla ludzi, dał nam samego siebie; przyjął nasze człowieczeństwo, aby obdarzyć nas swoim bóstwem. To właśnie jest wielkim darem” (Wcielenie pozwoliło nam stać się dziećmi, audiencja generalna, 9 stycznia 2013 r.).

Tak więc Bóg, w tym właśnie dniu, wszedł w swoim Synu w nasz ludzki, grzeszny los i otworzył niebo wszystkim, którzy uwierzą i przyjmą ten Dar; którzy będą chcieli przyjąć od Niego moc do stania się dziećmi Bożymi (por. J 1, 12). Oto największa radość, która stała się udziałem ziemi i nieba zarazem: „Chwała Bogu na wysokościach – śpiewały zastępy anielskie – a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania” (Łk 2, 14). Bóg upodobał nas sobie! Stąd po dziś dzień jest to święto obfitujące w Boże łaski dla całego Kościoła, który jest mistycznym Ciałem Chrystusa. A przecież zmarli cierpiący w czyśćcu wraz z ludźmi żyjącymi na ziemi oraz świętymi w niebie są poszczególnymi członkami tegoż Ciała. W nich także Bóg sobie upodobał jako w cząstce Ciała swojego Syna (por. Konstytucja dogmatyczna o Kościele, LG 49).

Wobec powyższego zrozumiałe staje się dlaczego zmarli w noc Bożego Narodzenia dostępują łaski szczególnego miłosierdzia. Dlaczego też, według słów Marii Simmy, liczba wybawionych dusz z czyśćca uzależniona jest także od tego ile modlitw i dobrych uczynków za nie ofiarujemy w tym dniu. Jest to przecież dzień wzajemnego obdarowywania (opłatek, uroczysty i obfity stół, choinka, prezenty, życzliwe słowa), a Kościół naucza, że łączność z tymi, którzy poprzedzili nas w drodze do wieczności nie ustaje, a nawet jeszcze się umacnia dzięki wzajemnemu udzielaniu dóbr duchowych (por. LG 49). W Chrystusie więc trwamy w duchowej łączności zarówno ze świętymi w niebie, jak i z duszami czyśćcowymi. Stąd wstawiennictwo świętych i nasze orędownictwo u Boga za zmarłymi cierpiącymi w czyśćcu jest możliwe, pożądane i zarazem skuteczne (LG, 50).

Taka jest nasza wiara. Dlatego, gdy czytamy w świadectwach o Bożych łaskach, których żyjący dostąpili za wstawiennictwem świętych czy dusz czyśćcowych oraz o tym, że modlitwy żyjących bądź ich ofiary przyczyniły się do uwolnienia zmarłych z cierpień czyśćcowych wiedzmy, że doświadczenia te są mocno osadzone na fundamencie wyznawanych prawd wiary Kościoła katolickiego. „Wiara zaś – czytamy w Liście do Hebrajczyków – jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy” (Hbr 11,1).

I chociaż nie wiemy, i za życia zapewne się do końca nie dowiemy, jak to się właściwie dzieje i w jakim stopniu zmarli uczestniczą w naszym życiu, ani też w jakiej mierze my mamy wpływ na ich duchowy stan, ale na mocy dogmatu o świętych obcowaniu przyjmujemy z wiarą, że wzajemną miłość członków Kościoła i troskę o siebie nawzajem mamy zadaną — wręcz nakazaną — przez Ducha Świętego: „Tenże Duch, sam przez się, mocą swoją i wewnętrznym spojeniem członków jednocząc ciało, tworzy i nakazuje miłość wzajemną między wiernymi. Stąd, jeśli jeden członek cierpi, wespół z nim cierpią wszystkie członki; a jeśli jeden członek czci doznaje, wszystkie członki wespół z nim się radują (por. 1 Kor 12, 26)” (LG 7).

Wielki Piątek i święta Pańskie

Maria Simma wymienia Wielki Piątek zaraz po Bożym Narodzeniu jako jeden z tych szczególnych dni, w które najwięcej dusz czyśćcowych osiąga niebo, a okres Wielkiego Postu w doświadczeniu Mistyczki obfitował w liczne prośby o pomoc z ich strony (Dz. cyt., s. 43; 67).

Boże Narodzenie i od razu Męka Pańska? Skąd taka bliskość – jakby się wydawało – dwóch skrajności? Wynika ona z samej Ewangelii, bo pierwsza zapowiedź męki Zbawiciela pojawia się już w proroctwie Symeona przy ofiarowaniu Jezusa w świątyni. Również widmo śmierci zaciążyło nad Dziecięciem od pierwszych miesięcy Jego życia wskutek prześladowania ze strony króla Heroda (por. Mt 2,13-18). Apostoł Paweł pisze, że wcielenie Syna Bożego było uniżeniem i ogołoceniem, rezygnacją z Boskiego panowania i wejściem w rolę sługi posłusznego we wszystkim aż do śmierci na krzyżu (por. Flp 2, 6-8). Tak więc krzyż i cierpienie wpisane są w całą historię ziemskiego życia Jezusa. Błogosławiony Honorat Koźmiński podkreślał, że nie rozumiemy dobrze męki Pańskiej, jeżeli ją ograniczamy tylko do tego czasu, gdy dla wszystkich była widoczna: „Męka Jezusa trwała bez przerwy, ustawicznie, od pierwszej chwili Jego poczęcia, aż do ostatniego tchnienia na krzyżu; więcej nawet, bo trwała ona w pewien sposób i przed poczęciem i nie ustała po śmierci, choć w inny sposób, niż w ciągu życia ziemskiego. Była ona, jest i będzie przyczyną wszystkiego dobra, jakie tylko się stało, jakie się teraz dzieje i kiedykolwiek dziać będzie” (Powieść nad powieściami, t. 3, VII, 3).

Największe dobro wynikające z wydarzenia Wcielenia i Wielkiego Piątku to nasze odkupienie i szansa na zbawienie dla każdego człowieka, który zechce je przyjąć. W proroctwie Izajasza czytamy, że cierpienia Sługi Pańskiego uwalniają nas i oczyszczają z grzechów. On je wziął na siebie: „Mąż boleści, oswojony z cierpieniem (...). On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła nań chłosta zbawienna dla nas, a w jego ranach jest nasze uzdrowienie” (Iz 53, 3b. 5). Natomiast w Katechizmie Kościoła katolickiego jest napisane, że „Pragnienie wypełnienia zamysłu miłości odkupieńczej Boga Ojca ożywia całe życie Jezusa, ponieważ Jego odkupieńcza męka jest motywem Jego Wcielenia (...). Istotnie przyjął On w sposób dobrowolny mękę i śmierć z miłości do Ojca i do ludzi, których Ojciec chce zbawić. (...) Syn Boży wydaje się więc na śmierć aktem najwyższej wolności” (KKK, 607. 609).

Tak więc, Jezus cierpiał w swoim ciele za całą ludzkość, za żyjących i za zmarłych, za zbawionych i z powodu potępionych; za nas i za tych, którzy żyją i żyć będą w następnych pokoleniach aż do końca świata. Więcej! Chrystus wciąż doświadcza męki w swoim mistycznym Ciele, w Jego poszczególnych członkach – w całym ludzie Bożym pielgrzymującym i oczyszczającym się, gdyż „Dla Boga wszystkie chwile czasu są teraźniejsze w ich aktualności” (KKK, 600). Papież Benedykt XVI wyraził to w następujących słowach: „Co roku, stając w milczeniu przed Jezusem wiszącym na drzewie krzyża, uświadamiamy sobie, jak pełne miłości są słowa wypowiedziane przez Niego poprzedniego dnia, podczas Ostatniej Wieczerzy: «To jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana» (Mk 14, 24). Jezus chciał złożyć swoje życie w ofierze za odpuszczenie grzechów ludzkości. Podobnie jak w obliczu Eucharystii, również w obliczu męki i śmierci Jezusa na krzyżu rozum staje wobec niezgłębionej tajemnicy. Stajemy wobec czegoś, co po ludzku mogłoby się wydawać absurdalne: Bóg nie tylko staje się człowiekiem, z wszystkimi potrzebami człowieka, nie tylko cierpi, aby zbawić człowieka, biorąc na siebie całą tragedię ludzkości, ale umiera dla człowieka. Śmierć Chrystusa mówi o tym, jak wiele cierpienia i zła ciąży nad ludzkością w każdej epoce: o miażdżącym ciężarze naszego umierania, o nienawiści i przemocy, która dzisiaj wciąż powoduje rozlew krwi na ziemi. Męka Pana trwa nadal w cierpieniach ludzi” (Audiencja generalna, 8 IV 2009).

Stąd w czasie odprawiania nabożeństwa Drogi Krzyżowej należałoby przy każdej stacji mówić: „Który za nas cierpisz rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami”, a nie „Któryś za nas cierpiał rany...”. Nasz Pan bowiem odczuwa ból, gdy my cierpimy fizycznie, psychicznie czy duchowo z powodu doznawanej krzywdy, choroby czy grzechu; cierpi w tych, którzy wikłają się w niewolę różnorodnego zła zabijając w sobie życie duchowe; cierpi również w zmarłych pokutujących w czyśćcu, o czym możemy przeczytać chociażby w świadectwie św. Kamili Baptysty Varano. Jej to sam Pan Jezus powiedział, że odczuł i doświadczył wszystkie męki czyśćca jakie wybrani mieliby tam cierpieć, pokutując za swoje grzechy (Autobiografia oraz Cierpienia duchowe Jezusa podczas Jego męki, Wrocław 2011, s. 157-158).

Dlatego, gdy weźmiemy pod uwagę to wieczne teraz Jezusa oraz cenę jaką płaci za nasze zbawienie, łatwiej możemy zrozumieć dlaczego w Wielkim Poście, a zwłaszcza w czasie Triduum Paschalnego oraz w inne święta Pańskie, tak wiele dusz opuszcza czyściec. Zarówno żyjący, jak i zmarli mają wówczas możliwość obfitego czerpania z przeogromnego bogactwa zasług nagromadzonych przez Chrystusa Pana – Wcielonego, Umęczonego i Zmartwychwstałego dla naszego zbawienia i dla odkupienia całego świata.

Święta Maryjne

Najbardziej uprzywilejowanym świętem dla zmarłych cierpiących w czyśćcu, według świadectw, jest Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny. Zostało ono dogmatycznie ogłoszone dopiero w 1950 roku przez papieża Piusa XII, ale w apokryfach i w pobożności ludowej było obecne już od II wieku. Wielu też świętych i teologów, na przestrzeni wieków podejmowało to zagadnienie w swoich rozważaniach, rozpatrując znaczenie wzięcia Maryi z duszą i ciałem do nieba. Żaden człowiek, poza Matką Bożą, nie dostąpił takiego wywyższenia – podobnie jak nikt z ludzi poza Nią nie jest niepokalanie poczęty. Stąd Maryja jest na tak wyjątkowej pozycji w niebiańskiej hierarchii. Po Wniebowzięciu „Maryja obrazuje stan, jaki będzie miał każdy chrześcijanin po sądzie ostatecznym. Jednakże i wówczas Jej Osoba będzie przewyższała najdoskonalsze postacie świętych zmartwychwstałych. Jej ciało bowiem było Miejscem dla całej historii zbawienia” (Cz. Bartnik, Dogmatyka teologiczna, t. 2, s. 479).

Trudno się dziwić, że Matka Boża ratuje od cierpienia dusze czyśćcowe skoro z woli samego Boga została uprzedzającą łaską uwolniona od grzechu pierworodnego i włączona w zbawcze dzieło Jego Syna. Jako Oblubienica Ducha Świętego przyjęła Słowo, które w Niej stało się Ciałem i z Jej ciała się zrodziło. Od Zwiastowania nieustannie towarzyszyła Jezusowi, przez Betlejem, Jerozolimę, Egipt, Nazaret, Kanę, aby w końcu stanąć pod krzyżem na Golgocie i przyjąć Jego testament, na mocy którego stała się Matką całego Kościoła, Matką każdego z nas (J 19, 25-27). W Traktacie o rzeczach ostatecznych jest napisane, że testament Chrystusa „obejmuje także dusze czyśćcowe jako fazę Kościoła i ukazuje Maryję jako Matkę tych wszystkich dusz. Zapewne dusze w czyśćcu dążą do Chrystusa przy wsparciu Najświętszej Matki, która jest Miłością Udoskonalającą ku Chrystusowi, Miłością dusz czyśćcowych, Rodzicielką dla swego Syna Uwielbionego jako Boga. (...) Czyściec to nie jest zwykła suma dusz, lecz część Ciała Chrystusowego” (Cz. Bartnik, dz. cyt., s. 861-862).

Skoro Chrystus z wysokości krzyża w ramiona Maryi złożył, w osobie Jana, wszystkie członki swojego Mistycznego Ciała, odtąd Matka miłosierdzia obejmuje je Matczyną troską, kojąc ich liczne grzechowe rany, które właśnie na Golgocie przebiły Jej serce mieczem boleści. Jak więc mogłaby nie spieszyć na ratunek tym, którzy cierpią na ziemi i w czyśćcu? To w nich Jej Syn prosi o miłosierdzie, o opatrzenie Jego ran! Nie ma więc doskonalszej Orędowniczki i Wspomożycielki dusz czyśćcowych. Matka Boża sama przynosi zmarłym ulgę w cierpieniu, jak i przez Jej wstawiennictwo żyjący mogą wyprosić wiele łask dla zmarłych. Pisał o tym bł. Honorat Koźmiński: „Szczęśliwy jest każdy, kto poświęcił się Maryi. Ona bowiem wspiera sługi swoje nie tylko za życia, ale nawet i w czyśćcu. (...) Ale nie poprzestaje na pocieszaniu i wspomaganiu tych dusz czyśćcowych, lecz nawet wyprowadza je stamtąd swoim pośrednictwem. W dzień Jej chwalebnego Wniebowzięcia (...) cały czyściec został opróżniony (...). Władzę tę zawdzięcza zarówno swoim modlitwom, jak i zasługom, i tyczy się to wszystkich dusz czyśćcowych, lecz głównie tych, które Ją za życia czciły. Słowem, Maryja jest Panią nieba, gdyż rozkazuje tam według woli i wprowadza tam, kogo chce, (...) ponieważ jest Matką najwyższego Władcy Niebios, słuszne jest więc, aby w tym Królestwie dzieliła z Nim władzę” (Powieść nad powieściami, t.4, XIV, 133).

W Rękopisie z czyśćca również czytamy, że Maryja nawiedza czyściec w dni swoich świąt i zmarli wówczas nie cierpią, a gdy Matka Boża stamtąd odchodzi zabiera ze sobą wiele dusz do nieba (s. 33, 47). Natomiast św. Ludwik Grignion podkreślał, że kto podejmie doskonałe nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny doświadczy, że jego modlitwy i uczynki przez Nią oczyszczone i upiększone, przyczynią się do nawrócenia wielu grzeszników lub wybawienia dusz z czyśćca (por. Traktat, 171- 172). Zauważmy, że Matka miłosierdzia, Matka dusz czyśćcowych, w swym ostrobramskim wizerunku nie trzyma na rękach ani Dzieciątka Jezus, ani też zdjętego z krzyża poranionego ciała Chrystusa. Jednak ma dłonie złożone w takim geście, jakby kogoś tuliła do siebie. W ten sposób przygarnia do swojego miłosiernego Serca wszystkich żyjących na ziemi i cierpiących w czyśćcu. Dla każdego z nas jest tam miejsce. Ze zbolałym obliczem, zawsze zatroskana o nasze zbawienie, pochyla się nad nami, abyśmy Jej orędownictwem wsparci trafili do nieba.

Dzień Zaduszny – 2 listopada

Ten jeden dzień w roku w kalendarzu liturgicznym poświęcony szczególnym modlitwom za wszystkich wiernych zmarłych ma swój początek w tradycji monastycznej. Pierwsza wzmianka o nim, jak podaje Leksykon liturgii pod red. B. Nadolskiego, pojawiła się w VII wieku, gdy to św. Izydor biskup Sewilli wyznaczył go na poniedziałek po Zesłaniu Ducha Świętego. Natomiast mnisi z benedyktyńskiego opactwa Cluny modlili się za wszystkich zmarłych w poniedziałek po uroczystości Trójcy Świętej aż do czasu, gdy w X wieku opat Odylon zarządził, aby przenieść ten dzień na 2 listopada. Po jego śmierci jeden z mnichów napisał żywot Odylona, w którym przytoczył bardzo znamienną historię usłyszaną od pewnego biskupa. Według niej pustelnik przebywający na małej wyspie, pośrodku morza, miał opowiedzieć o wielkich cierpieniach dusz zmarłych, których jęki dochodziły do jego uszu. Słyszał on również ich prośby, aby to właśnie mnisi z Cluny wraz opatem Odylonem jeszcze gorliwiej niż dotąd modlili się za nich i udzielali w ich intencji jałmużny ubogim. Gdy ta wiadomość została przekazana opatowi miał on właśnie wtedy zachęcić wszystkie klasztory aby 2 listopada, publicznie i indywidualnie, odprawiano Msze za zmarłych, modlono się psalmami i rozdawano hojne jałmużny dla ratowania tych dusz ze srogich cierpień (por. J. Le Goff, Narodziny czyśćca, Warszawa 1997, s. 131).

Termin ten oraz sama idea wspomagania zmarłych szybko rozpowszechniły się w Zachodniej Europie, a z czasem w całym Kościele. Natomiast w 1915 roku papież Benedykt XV pozwolił, aby każdy kapłan mógł w tym dniu odprawić trzy Msze św.

Czy Dzień Zaduszny spełnia swoją rolę? Czy naprawdę motywuje wiernych do wzmożonej troski o niebo dla dusz czyśćcowych? Na pewno zależy to również od ich osobistego zaangażowania i zrozumienia ogromnej potrzeby pochylenia się z miłosierdziem nad cierpieniami zmarłych poddanych oczyszczeniu. Wszyscy powinniśmy się o to starać tym bardziej, że jednak: „W Dzień Zaduszny — według świadectwa zmarłej s. Marii Gabrieli – wiele dusz opuszcza miejsce pokuty, przechodząc do nieba. Z wielkiej zaś łaskawości Bożej w tym jednym dniu roku wszystkie bez wyjątku cierpiące dusze mają udział w uroczystych modlitwach Kościoła świętego, nawet dusze w wielkim czyśćcu. Ulga jakiej doznaje każda dusza, jest jednak proporcjonalna do jej zasług: jedne otrzymują więcej, inne mniej; wszystkie jednak odczuwają tę wyjątkową łaskę. Przez długie lata spędzone w czyśćcu jest to dla wielu dusz tam cierpiących jedyna ulga, jakiej ze sprawiedliwości Bożej doznają” (Rękopis z czyśćca, s. 64-65).

Warto jeszcze raz podkreślić bardzo wyjątkową cechę tego dnia. Mianowicie to, że modlitwy Kościoła świętego docierają wówczas do wszystkich dusz czyśćcowych – nawet tych, którym w innym czasie, wstawiennictwo Kościoła nie pomaga. Oznacza to, że w tej najboleśniejszej fazie oczyszczenia nie są w stanie skorzystać z Mszy odprawianych w ich intencji; że nie doznają ulgi z memento zmarłych, które kapłani wypowiadają w czasie każdej Eucharystii niezależnie od intencji szczegółowej, w jakiej ją sprawują; że Oficjum za zmarłych oraz prośby za nich, którymi Kościół modli się w każdych Nieszporach w Liturgii Godzin (w brewiarzu) również ich omijają. Nie jest to jednak przejaw braku miłosierdzia ze strony Boga w stosunku do tych dusz, ale gorzki owoc upodobania ludzkiego serca w grzechach w czasie ziemskiego życia.

Dlatego, wiedząc jak wielką łaską dla zmarłych jest Dzień Zaduszny można wówczas (a może i przez całą oktawę Wszystkich Świętych) np. rano i wieczorem uczestniczyć we Mszy św. i przyjąć Komunię św. w intencji dusz cierpiących w najcięższym czyśćcu); albo pomodlić się Jutrznią i Nieszporami z Oficjum za zmarłych; albo zdobyć się na post w możliwej dla siebie formie (nie musi to być wyłącznie chleb i woda); albo zatroszczyć się o taką dyspozycję serca, by móc w dniach 1-8 listopada ofiarować zmarłym odpusty zupełne związane z nawiedzeniem cmentarza.

Wszystkie święta i uroczystości Pańskie czy Maryjne oraz te związane z kultem aniołów i świętych, jak również liczne wspomnienia liturgiczne, gdy są przez nas obchodzone ze czcią i pragnieniem pogłębienia relacji z Bogiem mogą skutecznie przyczyniać się do świadczenia miłosierdzia duszom czyśćcowym. Im więcej miłości do Chrystusa i Jego świętych w modlitwach i dobrych uczynkach, tym większy i cenniejszy będzie dar dla zmarłych. Potwierdzenie tego możemy znaleźć w doświadczeniach św. Gertrudy Wielkiej: „Chwalebnej nocy Zmartwychwstania Pańskiego, najwspanialszego ze świąt, gdy Gertruda ze szczególną gorliwością oddawała się modlitwie, ukazał się jej Pan Jezus, pełen uroku i blasku, w chwale Boskiego majestatu i w pięknie nieśmiertelności. Ona padła Mu do stóp w pokorze i oddała Mu hołd. Powiedziała przy tym: «Ty przepiękny Oblubieńcze, ozdobo i chwało aniołów (...), Twoich przyjaciół uważam za swoich najbliższych. Proszę przeto, abyś raczył w tej godzinie – na cześć Twego najcudowniejszego zmartwychwstania – uwolnić od kary dusze wszystkich osób szczególnie Ci drogich. Dla otrzymania tej łaski ofiaruję Ci – w zjednoczeniu z Twoją najniewinniejszą męką – wszystkie cierpienia mego serca i ciała, które znosiłam podczas moich ciągłych chorób». Wówczas Pan z niezwykłą czułością przyprowadził do niej tłum dusz uwolnionych od kary i powiedział: «Oto (...) ofiaruję ich wszystkich twojej miłości, gdyż na zawsze będzie zapisane w niebie, że zostali uwolnieni dzięki twoim modlitwom i będzie to nieustannie powodem twej chwały wobec wszystkich moich świętych». «A jaka jest liczba tych dusz?» – spytała Gertruda. Pan powiedział: «Ich liczbę ogarnia swą wiedzą jedynie moje bóstwo». A kiedy poznała, że dusze te choć już uwolnione od kary, nie zostały jednak jeszcze dopuszczone do wiecznej radości, ofiarowała się cała Bożej miłości gotowa wycierpieć w swym sercu i ciele wszystko, co Mu się spodoba, po to, by raczył udzielić duszom pełnej szczęśliwości. Pan przyjął to przychylnie i w tej samej chwili wyniósł je wszystkie do radości nieba. Po jakimś czasie, gdy Gertruda, czując silny ból w boku uklękła przed jakimś wizerunkiem krzyża, Pan przekazał jej ból i cierpienie tamtym duszom, by zwiększyć ich radości, mówiąc przy tym: „Ten dar pobożnego oddania ofiarowany Mi przez moją oblubienicę z tak wielkiej miłości daję wam dla wzrostu waszej szczęśliwości, wy zaś starajcie się jej odwdzięczyć z należnym szacunkiem, ofiarując jej dary waszych modlitw»” (Zwiastun, t. 2, IV-27).

s. Anna Czajkowska WDC

Kwartalnik „Do Domu Ojca”, rok XVIII nr 1 (69) I-III 2018



Aniołowie a czyściec

W jednej z wizji św. Hildegardy z Bingen czytamy, że: „Wszechmogący i niewysłowiony Bóg (...) szczęśliwe duchy anielskie ustanowił tak dla zbawienia ludzi, jak dla chwały Swego imienia. W jaki sposób? Bowiem tak je stworzył, że jedne w potrzebie przychodzą ludziom z pomocą, inne, oznajmiają ludziom wyroki Jego tajemnic” (Scivias, VI, 1). Z wielu takich i temu podobnych świadectw osób świętych oraz świątobliwych mistyków dowiadujemy się, że Pan Bóg sprawuje swoją Opatrzność nad ludźmi między innymi przez aniołów. Oni – posłańcy Boży – posłuszni Jego woli otaczają nas opieką za życia i po śmierci. Ich orędownictwem jesteśmy wspierani w trudach i przeciwnościach doczesnego życia, ale też w chwili konania, na sądzie Bożym i w oczyszczeniu serca po śmierci (por. np. Św. Faustyna Kowalska, Dzienniczek, Alessio Parente OFMCap, Ojciec Pio. Przyślij mi swojego Anioła Stróża; św. Brygida Szwedzka, Proroctwa i objawienia; św. Gertruda z Helfty, Zwiastun Bożej miłości, św. Hildegarda z Bingen, Scivias, św. Mechtylda z Magdeburga, Strumień światła Boskości).

Dlaczego najpierw wspominam o świadectwach? Ponieważ te najczęściej bywają czytane przez ludzi. W dobie Internetu mamy do nich bardzo łatwy dostęp. Poza tym ich treść jest łatwiej przyswajana niż soborowe i papieskie orzeczenia czy też traktaty teologiczne. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że – niestety – wiele osób jedynie tam poszukuje duchowego pokarmu. Na pewno lepiej by było poznawać dzieła świętych z książkowych publikacji opatrzonych teologicznym komentarzem, rzucającym odpowiednie światło – niezbędne – do właściwego rozumienia przekazu. Ale to ideał, do którego coraz mniej osób sięga z uwagi na niechęć do czytania czy też opór do pogłębionej refleksji nad tekstem.

Cytowana wyżej Hildegarda z Bingen, którą w 2012 roku Benedykt XVI włączył do grona świętych Doktorów Kościoła ma wiele do powiedzenia nie tylko o aniołach i archaniołach. Warto sięgnąć do jej dzieł, które są dostępne w przekładzie na język polski. Jednak przekaz Świętej, jak i innych mistyków, zawsze należy konfrontować z nauczaniem Kościoła.

Prawda wiary

Istnienie aniołów jest prawdą wiary opartą przede wszystkim na Piśmie Świętym i Tradycji, a więc posiada najsolidniejszy fundament. Aniołowie są osobowymi, nieśmiertelnymi istotami duchowymi, stworzonymi przez Boga. Zostali obdarzeni rozumem i wolną wolą, a więc jest w nich dążenie do dobra, miłość i zdolność do bycia w relacji z Bogiem, człowiekiem i całym światem stworzonym. Mają doskonalszą naturę od wszystkich innych stworzeń, a więc także przewyższają doskonałością ludzi. Nieustannie uwielbiają Boga i wypełniają Jego polecenia dla dobra całej ludzkości. Centrum anielskiego świata jest Chrystus, bo przez Niego, w Nim i dla Niego aniołowie zostali powołani do istnienia (por. KKK 329-331). I tylko tak należy postrzegać ich bytowanie i działanie, gdyż są sługami Jego zbawczych zamiarów. Kult aniołów powinien więc zawsze mieć na celu chwałę Bożą – również wtedy, gdy dotyczy to ich roli w niesieniu ulgi zmarłym cierpiącym w czyśćcu.

Katechizmowe nauczanie o aniołach jest bardzo zwięzłe i konkretne. Wskazuje, że aniołowie są obecni w dziejach świata od chwili jego stworzenia i w ciągu całej historii zbawienia. Towarzyszą Synowi Bożemu począwszy od Jego Wcielenia aż do Wniebowstąpienia i będą obecni, gdy powtórnie przyjdzie On na ziemię, by sądzić żywych i umarłych. Ponieważ Kościół jest Mistycznym Ciałem Chrystusa aniołowie służą mu i wspomagają również nas, gdyż jesteśmy cząstką Kościoła, a ponadto stanowimy „świątynię Ducha Świętego” (1 Kor, 6, 19). Aniołowie biorą też udział w liturgii Kościoła łącząc się z wiernymi w uwielbianiu Boga. Poza tym sprawują indywidualną opiekę nad narodami, nad lokalnymi kościołami, a także nad każdym człowiekiem – są naszymi Aniołami Stróżami (por. KKK 332-336). Angelologia, czyli nauka o aniołach jest jednym z działów teologii dogmatycznej (zob. Czesław Bartnik, Dogmatyka katolicka, Lublin 2009; Wincenty Granat, Ku człowiekowi i Bogu w Chrystusie. Zarys dogmatyki katolickiej, Lublin 2013).

Warto nadmienić, że Kościół związał też możliwość zyskiwania odpustów częściowych z modlitwą do Anioła Stróża. W obecnie obowiązującym Wykazie odpustów czytamy, że „Odpustu cząstkowego udziela się wiernemu, który pobożnie wezwie swego Anioła Stróża, posługując się zatwierdzoną modlitwą np.: «Aniele Boży, stróżu mój, Ty zawsze przy mnie stój. Rano, wieczór, we dnie, w nocy, bądź mi zawsze ku pomocy. Broń mnie od wszystkiego złego i zaprowadź do żywota wiecznego. Amen»” (Wykaz odpustów. Normy i nadania, Katowice, 2014, s. 69). O roli przypisywanej przez Kościół aniołom świadczą także teksty liturgiczne w obrzędach pogrzebowych. Wierni modlą się, aby aniołowie zawiedli duszę do raju (Obrzędy pogrzebu, Katowice 2017). Natomiast w trydenckiej Mszy pogrzebowej św. Michał Archanioł jest tym, który jako książę aniołów przyzywany jest w modlitwie ofiarowania, by zaprowadził zmarłego do Bożej światłości (por. Mszał Rzymski, Poznań 1963, s. 1297).

Opieka w wieczności

Duchowa asysta aniołów nieustannie przenika świat widzialny, chociaż zazwyczaj ich interwencje w nasze życie bywają przed nami zakryte, a tym samym rzadko je sobie uświadamiamy. Stąd najczęściej to, co Pan Bóg uczynił dla naszego dobra przez swoich posłańców, przypisujemy sobie samym ciesząc się swoją zaradnością. Ale jest taka przestrzeń, w której anielskie towarzyszenie zaczyna być bardziej dostrzegalne i nabiera szczególnej wagi – to czas, gdy człowiek przekracza próg śmierci. Tak o tym pisze św. Hildegarda: „Kiedy dusza człowieka opuszcza swoje mieszkanie, duchy anielskie: i dobre, i upadłe, przybywają wedle sprawiedliwego i prawego ustanowienia Boga. Duchy owe były obserwatorami jej czynów, których wraz z ciałem była sprawcą, teraz oczekują jej uwolnienia, aby skoro tylko się uwolni, poprowadzić ją za sobą. Oczekują one bowiem wyroku sprawiedliwego Sędziego wobec tej duszy, w chwili kiedy uwolni się ona od ciała, by poprowadzić ją, dokąd nakaże Najwyższy Sędzia wedle wartości jej czynów” (Scivias, IV, 29).

Anioł Stróż jest najbliższym obrońcą osoby umierającej, która wówczas bywa kuszona przez demony do zwątpienia w Bożą dobroć i miłość. Im większa zażyłość łączyła nas z Aniołem Stróżem w czasie ziemskiego życia, tym skuteczniejsze będzie jego działanie dla naszego poczucia bezpieczeństwa w chwili wkraczania w wieczność.

Anielskim towarzyszem naszego umierania może też być św. Michał Archanioł. „Święty Michał – czytamy w Rękopisie z czyśćca – jest obecny w chwili opuszczania przez duszę ciała. Widziałam go wtedy ja, ale też każda odchodząca dusza. Jest on świadkiem i wykonawcą Bożej sprawiedliwości. (...) Święty Michał zanosi dusze do czyśćca” (Rękopis, s. 61). W tej publikacji znajdziemy też bardzo ciekawą informację, że „Najlepszym sposobem uczczenia św. Michała Archanioła w niebie i na ziemi jest usilne polecanie nabożeństwa do dusz czyśćcowych oraz rozszerzanie wiadomości o wielkiej misji, jaką pełni święty Michał wobec dusz oczyszczających się. Jemu to Bóg powierzył prowadzenie dusz do miejsca pokuty, a po wyzwoleniu z czyśćca, wprowadzenie ich do wiecznego domu. Za każdym razem, gdy jakaś dusza powiększa liczbę wybranych, Bóg jest przez nią uwielbiony, a oddana Mu chwała spływa także w jakimś stopniu na tego chwalebnego Sługę nieba. Jest to dla niego zaszczyt stawiać przed Panem dusze, które chcą opiewać Jego miłosierdzie, jednocząc się w okazywaniu wdzięczności z wybranymi na wieczność całą. Nie potrafię ci przedstawić tej wielkiej miłości, jaką pała ten niebieski Archanioł względem Boskiego Mistrza oraz tej, jaką Bóg mu się odwzajemnia, wreszcie miłości i ogromnej litości, jaką ten święty Archanioł ma w stosunku do nas (zmarłych – przyp. A. Cz.). On to dodaje nam odwagi w cierpieniu, mówiąc nam o niebie. Powiedz Ojcu [duchownemu – przyp. A. Cz.], że jeśli chce się podobać świętemu Michałowi, niech usilnie poleca nabożeństwo do dusz czyśćcowych. W świecie wcale się o tym nie myśli. (...) Jeśli dobry Bóg na to pozwala, możemy komunikować się z Archaniołem bezpośrednio, na sposób jaki duchy i dusze komunikują się ze sobą. (...) W dniu swojego święta święty Michał przybył do czyśćca i wrócił do nieba z wieloma duszami, zwłaszcza z tymi, które miały do niego nabożeństwo na ziemi” (Rękopis, s. 51- 52).

Znamienne jest także to, że aniołowie byli przewodnikami wielu świętych w ich mistycznych wędrówkach w zaświaty (np. św. Faustyny Kowalskiej, św. Ludwiny z Schiedam, św. Magdaleny de Pazzi, św. Marii Krescencji Hoss, czy bł. Anny Katarzyny Emmerich). I tak, jak na dobrych przewodników przystało, dbali o swoich podopiecznych, aby byli w stanie udźwignąć to, co wówczas zobaczyli. Święta Faustyna napisała, że Anioł Stróż nie odstępował od niej ani na chwilę i to on decydował na ile może wejść w dialog np. z duszami czyśćcowymi czy ze świętymi w niebie. (Dzienniczek, 20; 683; 741). Natomiast współczesnej mistyczce Natuzzie Evolo, której aniołem stróżem był sam Michał Archanioł, właśnie aniołowie przekazywali wiadomości o losach zmarłych, o których ją pytano. Ona tylko powtarzała słowa aniołów (por. Luciano Regolo, Stygmatyczka, s. 91-92). Pierwszy biograf Natuzzy napisał: „Widzi aniołów w ludzkim ciele, jaśniejącym i pięknym ze skrzydłami i długimi blond włosami, którzy pojawiają się tam, gdzie Bóg chce, by byli widziani przez ludzi. Gdy Bóg pozwala, widzi Anioła Stróża stojącego po prawej stronie każdego z nas, w złotej, niebieskiej lub białej sukni. Ten anioł, mając za zadanie pomóc nam przezwyciężyć pokusy i pocieszyć nas podczas kar czyśćcowych, towarzyszy nam aż do czasu przyjęcia do raju albo opuszcza nas w chwili śmierci w przypadku potępienia, otrzymuje potem następną duszę do wzięcia w opiekę” (Stygmatyczka, s. 93).

Jest to ważna informacja dla nas, bo możemy śmiało prosić swojego Anioła Stróża, żeby razem z nami się modlił i „schodził” do czyśćca z duchowymi owocami modlitwy i naszych dobrych uczynków, i pomagał nam głębiej rozumieć potrzeby cierpiących dusz, abyśmy potrafili na nie adekwatnie odpowiedzieć. Szczęściem aniołów jest, gdy zmarli opuszczają czyściec, bo wtedy wzrasta chwała Boża i raduje się całe niebo.



Czyściec a demony

Czy te dwie rzeczywistości mogą mieć coś wspólnego skoro oczyszczenie po śmierci jest dziełem Bożego miłosierdzia? A jednak mogą...

Kim są demony?

Podobnie jak aniołowie są to duchowe istoty, tyle że złe, przeciwne Bożym zamiarom oraz działające na szkodę człowieka. Diabeł i inne złe duchy zostały stworzone jako dobre, ale same uczyniły siebie złymi. Radykalnie odrzuciły Boga i Jego Królestwo. Trzeba jednak pamiętać, że złe duchy są tylko stworzeniami. Szatan to nie jest żaden antybóg, który byłby w złu równie mocny, jak Bóg w dobru jest wszechmogący. Nie ma więc możliwości zaszkodzić Bogu i Jego zbawczym planom. Nie jest w stanie Go zwyciężyć. Miewa jednak dostęp do człowieka i może powodować wielkie szkody w naszej sferze duchowej, a niekiedy również cielesnej (por. KKK 391). Czytając Ewangelie można zauważyć jak złe duchy potrafiły dręczyć ludzi, a nawet kusić samego Syna Bożego, gdy pościł na pustyni – chciały skłonić Go do sprzeniewierzenia się woli Ojca (por. Mt 4, 3nn). Stąd trudno się dziwić, że w stosunku do dusz czyśćcowych również wykazują się niemałą aktywnością.

Działanie demonów

Złe duchy nie mogą wprost szkodzić zmarłym cierpiącym w czyśćcu. Jeżeli pojawiają się w tej przestrzeni to tylko i wyłącznie ze względu na proces oczyszczenia duszy zmarłego. Najcięższy bowiem czyściec – według relacji świętych czy mistyków – intensywnością cierpienia niewiele różni się od tych kar, których doświadczają potępieni, a więc mogą też polegać na widzeniu demonów. Wynika to z tego, że ktoś mógł być wielkim grzesznikiem, ale gdy zwrócił się do Bożego miłosierdzia w ostatnich chwilach swojego ziemskiego życia, został ocalony przez Boga przed potępieniem, jednak tak bardzo był związany ze złem, że na początku procesu pokuty czyśćcowej jedynie ono będzie przez niego widziane w całej swej odrażającej postaci. A to raczej trudno zaliczyć do przyjemnych doświadczeń.

Wiemy z nauczania Kościoła, że człowiek po śmierci staje na sądzie w obliczu Osoby Syna Bożego, czyli samej Prawdy, Dobra i Piękna, i niewyobrażalnej Światłości. To właśnie wtedy zostaje mu dane poznanie jak bardzo jest niepodobny do Boga, na obraz którego został stworzony. Wówczas zmarły tak obciążony całym bagażem nieodpokutowanych grzechów sam dostrzeże, że ogromna ciemność i brzydota otaczają jego serce, i to one odbierają mu możliwość oglądania Boga i Jego aniołów. Przed oczyma pozostanie ciemność i osobowe zło wraz z jego duchami, które za życia, pozostając w ukryciu, tak mocno uwikłały zmarłego w grzech. W tym sensie można powiedzieć, że złe duchy przysparzają cierpień zmarłym. Jednak stają się wówczas narzędziem ich oczyszczenia, więc nie działają na ich niekorzyść (por. św. Brygida Szwedzka, Proroctwa i objawienia, VI, 39.

Demony mogą jednak szkodzić duszom czyśćcowym pośrednio, posługując się słabością ludzi żyjących. W jaki sposób? Na pewno trudno by było zdemaskować wszystkie tego typu działania, ale spróbujmy zauważyć przynajmniej niektóre.

Jednym z nich, bardzo mocno ukrytym pod pozornym dobrem jest idealizowanie zmarłego. Chociaż wiadomo, że nikt z nas nie może przeżyć życia w bezgrzeszności, to po śmierci bliskich jakby o tym zapominamy. Ponieważ sam fakt rozstania z kochaną osobą jest dla wielu dotkliwym cierpieniem, to podświadomie dążymy do tego, by w rozmowach nie wracać do trudnych spraw. Miło jest słuchać dobrych wspomnień o zmarłym, co w pewnym sensie jest zrozumiałe, bo przecież każdy też ma swoje mocne strony. Zawsze jednak trzeba trzymać się złotego środka. W innym razie, akcentując tylko to, co było atutem tej osoby czy też interpretując okoliczności śmierci jako wyjątkowo świątobliwe przejście do wieczności, trochę usypiamy naszą wrażliwość na potrzebę modlitwy i zadośćuczynienia za grzechy zmarłego. Na ten fakt zwracała uwagę bł. Katarzyna Emmerich, podkreślając, że najbardziej żal jej było tych zmarłych, których żyjący – z przyziemnej i nadmiernej do nich miłości – nie mogą znieść myśli, że mogliby jeszcze być w stanie oczyszczenia i cierpieć (por. Bł. Anna Katarzyna Emmerich, Tajemnice czasów ostatecznych, Kraków 2011, s. 71-72). Dlaczego miałaby to być diabelska pokusa? Bo on jest kłamcą(!) i wszelkie formy fałszu, którymi uda mu się odciągnąć ludzi od dobra są dla niego radością. Zwłaszcza, że ludzie nie modląc się za swoich zmarłych, nie tylko nie czynią miłosierdzia wobec dusz czyśćcowych, ale też nie oczyszczają w ten sposób własnego serca z egoizmu skłaniającego ich do myślenia tylko o własnym zadowoleniu.

Innym sposobem szkodzenia zmarłym cierpiącym w czyśćcu jest druga skrajność: oskarżanie. Jeżeli za życia ktoś był dosyć trudnym darem dla ludzi i w różnorodny sposób poranił swoich bliskich czy znajomych, to diabelską pokusą będzie rozpamiętywanie i rozpowiadanie przez nich doznanego zła i podsycanie niechęci, utwierdzanie ich w poczuciu krzywdy, a w konsekwencji niedopuszczanie do przebaczenia. W tym przypadku szkoda jest także obopólna. Zmarłemu wydłuża się oczyszczenie, a żyjący zamykają się w kręgu zła i ciemności, blokując się tym samym na właściwe rozeznawanie woli Bożej „Kto swojego brata nienawidzi, żyje w ciemności i działa w ciemności, i nie wie dokąd idzie, ponieważ ciemności dotknęły ślepotą jego oczy” (1J, 2, 11). Ujawnia się tutaj wyraźna aktywność złego ducha jako oskarżyciela(!) i księcia ciemności. Tak więc, chociażby doznana krzywda była niezaprzeczalnym faktem i może nawet bardzo bolesnym, to jednak jesteśmy przez wiarę wezwani do miłowania nawet nieprzyjaciół, a miłość nie rozpamiętuje zła i nie unosi się gniewem (por. Mt 5, 43-48; 1 Kor 13, 5). „Gniewajcie się, ale nie grzeszcie – napominał Efezjan św. Paweł – niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce! Ani nie dawajcie miejsca diabłu! (...) Niech nie wychodzi z waszych ust żadna mowa szkodliwa, lecz tylko budująca, zależnie od potrzeby, by wyświadczała dobro słuchającym. I nie zasmucajcie Bożego Ducha Świętego, którym zostaliście opieczętowani na dzień odkupienia. Niech zniknie spośród was wszelka gorycz, uniesienie, gniew, wrzaskliwość, znieważenie – wraz z wszelką złością. Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni! Przebaczajcie sobie, tak jak i Bóg nam przebaczył w Chrystusie” (Ef 4, 26-32).

Następną aktywnością diabła na szkodę dusz jest przeszkadzanie w modlitwie za zmarłych. Może ono przyjmować różne formy: od zniechęcenia, lekceważenia, banalizowania (czyli redukowania do poziomu żartobliwych bądź ludowych opowiastek) aż do nękania i wzbudzania lęku przed zmarłymi. Bardzo znamienne zdarzenie, które miało miejsce nocą z 1 na 2 listopada, opisała św. Teresa z Avila: „Będąc w oratorium, po odmówieniu nokturnu, gdy wypowiadałam znajdujące się po nim bardzo pobożne modlitwy, które mamy w naszym brewiarzu, demon znalazł się nad moją książką, abym nie mogła dokończyć tej modlitwy. Ja przeżegnałam się, i on odszedł. A gdy zaczęłam jeszcze raz, znowu powrócił. Wydaje się, że zaczynałam tak ze trzy razy i nie mogłam dokończyć, dopóki nie pokropiłam tam wodą święconą. W tejże chwili zobaczyłam, że kilka dusz wychodzi z czyśćca, gdyż musiało brakować im niewiele, i pomyślałam, że demon zamierzał temu przeszkodzić” (Św. Teresa od Jezusa. Doktor Kościoła. Księga mojego życia, 31, 10).

Zastraszanie w skrajnych przypadkach może się przejawiać przez psychiczne i fizyczne nękanie. Lecz wiedzmy, że tego typu zmagania ze złym duchem zdarzają się bardzo rzadko i dotykają tylko tych osób, które Pan Bóg do tego przygotował swoimi łaskami, uzdalniając tym samym do poniesienia przez nich takiej ofiary dla dobra dusz zarówno żyjących, jak i zmarłych. Doświadczali tego między innymi: św. Jan Bosko, św. Jan Maria Vianney, św. o. Pio, św. Faustyna, Natuzza Evolo. Dlaczego? Wyjaśnia to bł. Anna Katarzyna Emmerich: „Żadne wspomaganie cierpiących nędzę – zapewnia – nie dokonuje się bez walki i zmagań. Dlatego, gdy byłam jeszcze małym, zdrowym dzieckiem, a potem krzepkim dziewczęciem i modliłam się nad grobami na kościelnych cmentarzach, wtedy złe duchy, a nawet sam Nieprzyjaciel, często mi przeszkadzał, straszył mnie i maltretował. (...) Bóg dał mi jednak tę łaskę, że nie dałam się zastraszyć i nigdy nawet na jeden włos nie ustąpiłam Nieprzyjacielowi, a tam gdzie mi przeszkadzano, podwajałam swoje modlitwy. O, ileż podziękowań otrzymałam od moich dusz czyśćcowych! Ach gdyby tak wszyscy ludzie zechcieli dzielić ze mną tę radość! Jakiż bezmiar łask jest na ziemi! Zapomina się jednak o nich i marnuje się je, gdy tymczasem dusze czyśćcowe tak usilnie się ich dopraszają” (Bł. Anna Katarzyna Emmerich, Tajemnice czasów ostatecznych, s. 77).

Dlaczego diabeł odwodzi żyjących od niesienia pomocy zmarłym?

Diabeł nie ma żadnego upodobania w jakimkolwiek dobru, bo ono od Boga pochodzi i do Boga zmierza. Również pomoc zmarłym w oczyszczeniu duszy niewątpliwie należy do wielkich dóbr, gdyż przyczynia się do większej chwały Bożej. Każdy zmarły ocalony przed potępieniem i uwolniony z czyśćca to ogromna porażka dla zgubnych planów złego ducha – zwłaszcza, gdy ktoś mu się wymknął w ostatnich chwilach życia. Nie mogąc go zatracić, demon mści się, wlewając w serca ludzi żyjących obojętność czy oziębłość względem losu takich zmarłych. Jego perfidne działanie polega również i na tym, że będzie utwierdzał nas w przekonaniu, iż po tak haniebnym życiu na pewno ktoś poszedł do piekła. Wówczas tracimy motywację do modlitwy za takie osoby. Czyż nie docierają do nas wieści (prawdziwe bądź fałszywe, ale przeważnie niemożliwe do zweryfikowania) o osobach bardzo znanych, a zarazem mocno uwikłanych w zło? Ich grzechy są jawne, znane, gorszące. Czyż nie kusi nas, by umieścić ich wśród potępieńców? Może ich czyny o tym świadczą, ale osąd do nas nie należy! Skoro sam Pan Jezus powiedział, że Ojciec nie po to posłał Go na ziemię, aby świat potępił, lecz po to, aby go zbawił (por. J 3, 17), to i my nie powinniśmy nikogo z umarłych wykluczyć z kręgu zbawionych. Wręcz należałoby wówczas z tym większą gorliwością spieszyć ze swoją modlitwą i dobrymi uczynkami.

Kolejną przyczyną, dla której złe duchy chcą, by zmarli pozostawali w cierpieniu jest nienawiść do Chrystusa, który całkowicie pokrzyżował (!) im plany. Przecież Syn Boży objawił się światu, aby zniszczyć dzieła diabła (por. J 3, 8). Nie na darmo jedno z określeń szatana to antychryst (Cz. Bartnik, Dogmatyka katolicka, s. 484). Mistycznym Ciałem Chrystusa jest Jego Kościół. Jeżeli Kościół cierpi to wraz z nim cierpi Chrystus. Czyściec, to Kościół cierpiący, poddany bolesnemu oczyszczeniu z brudu nieodpokutowanych grzechów. Cierpienie Chrystusa rozciąga się na jego mistyczne członki. Stąd im mniej modlitw za zmarłych tym mniej ulgi dla cierpiącego Chrystusa, a w konsekwencji wielkie zadowolenie demonów.

Nie dawajmy więc złemu duchowi powodów do zadowolenia. Wspomagajmy zmarłych cierpiących w czyśćcu wiedząc, że obok modlitwy w intencji nawrócenia grzeszników jest ona najmilsza Bogu.

s. Anna Czajkowska WDC

Kwartalnik „Do Domu Ojca”, rok XVIII nr 1 (69) I-III 2018



Listopad a odpusty


Odpust zupełny

Polega na całkowitym darowaniu przez Boga kary doczesnej pozostającej po odpuszczeniu grzechów. Dar odpustu zupełnego sprawia, że człowiek staje przed Bogiem w stanie całkowitej czystości – jak po chrzcie świętym, a więc dzięki Bożej łasce znika wszelka zmaza, która dotąd brudziła jego serce. Gdyby w tym momencie umarł, od razu mógłby dołączyć do grona zbawionych w niebie.

Odpust częściowy

Powoduje częściowe darowanie kary doczesnej za grzechy odpuszczone już co do winy w sakramencie pojednania. Papież Paweł VI nauczał, że „odpuszczenie kary doczesnej jest tym większe, im większa jest miłość działającego i im godniejsze dzieło” (Indulgentiarum doctrina, 10). Tak więc miara odpustu częściowego uzależniona jest od miary miłości, a tej zmierzyć nie sposób. Stąd musimy zgodzić się na niewiadomą – na tajemnicę znaną tylko Bogu. Do zyskiwania odpustów częściowych wymagany jest stan łaski uświęcającej i akt skruchy serca np. przez odmówienie: Spowiadam się Bogu wszechmogącemu albo Panie nie jestem godzien albo Psalmu 51 Zmiłuj się nade mną Panie.

Odpusty listopadowe

Zazwyczaj słyszymy o nich w kościele pod koniec października. Informuje się wówczas wiernych, że trzeba nawiedzić cmentarz w dniach 1-8 listopada i pomodlić się tam za zmarłych, będąc oczywiście w stanie łaski uświęcającej. Jest to jednak tylko część warunków, które trzeba spełnić, aby uzyskać w tym czasie odpust zupełny za zmarłych. Przede wszystkim należy wiedzieć, że do zyskania odpustu zupełnego w jakimkolwiek czasie (również w listopadzie) konieczne jest wypełnienie tzw. zwykłych warunków, którymi są:

  1. przystąpienie do sakramentu pojednania (do spowiedzi), aby być w stanie łaski uświęcającej;
  2. przyjęcie sakramentalnej Komunii Świętej;
  3. wyzbycie się przywiązania do jakiegokolwiek grzechu (nawet powszedniego); trzeba tu zaznaczyć, że dobrze odbyta spowiedź, poprzedzona solidnym rachunkiem sumienia, głębokim żalem za grzechy oraz szczerym postanowieniem poprawy dysponuje człowieka do tego, by osiągnął stan braku przywiązania do grzechów; ponadto należy starać się o zyskanie odpustu w jak najbliższym czasie po spowiedzi – wówczas mamy lepszą dyspozycję;
  4. wykonanie czynności obdarzonej odpustem (np. nawiedzenie cmentarza połączone z modlitwą za zmarłych w dniu Wszystkich Świętych i w całej oktawie tej uroczystości);
  5. modlitwa w intencjach papieskich (np.: Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo i Chwała Ojcu).

1-8 listopada – uroczystość Wszystkich Świętych i oktawa

Pamiętajmy, że w dniach 1-8 listopada – nawiedzając cmentarz i modląc się tam za zmarłych – trzeba jeszcze (będąc pojednanym z Panem Bogiem) każdego dnia pójść do kościoła, żeby przyjąć Komunię Świętą, zachowując w sercu dyspozycję braku przywiązania do grzechu, i odmówić modlitwy w intencjach papieskich. Jeżeli ktoś będzie wytrwały i gorliwy na tyle, by przez całą oktawę Wszystkich Świętych spełniać wymienione wyżej warunki, to aż ośmiu duszom czyśćcowym może podarować niebo, gdyż każdego dnia można zyskać jeden odpust zupełny za jedną osobę zmarłą cierpiącą w czyśćcu.

2 listopada – Dzień Zaduszny

Odrębnym odpustem za zmarłych jest odpust zupełny za pobożne nawiedzenie kościoła lub kaplicy w dniu 2 listopada, czyli we wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych. Nie ma w tym przypadku konieczności nawiedzania cmentarza, ale należy spełnić wyżej wymienione zwykłe warunki zyskiwania odpustów, a ponadto odmówić dodatkowo w kościele: Ojcze nasz i Wierzę w Boga.

Wierny, który 2 listopada wypełni wszystkie warunki związane z odpustami przewidzianymi na 1-8 listopada oraz nawiedzi kościół lub kaplicę odmawiając tam Ojcze nasz i Wierzę w Boga nie zyska w tym dniu dwóch odpustów zupełnych, ale tylko jeden!

Kwartalnik „Do Domu Ojca”, rok XVIII nr 1 (69) I-III 2018



Ofiarowanie dnia za zmarłych

Boże, nasz Ojcze i Odkupicielu dusz ludzkich! Przyjmij łaskawie na początku dnia pokorne błaganie za wszystkimi dziećmi Twoimi, które odeszły z tej ziemi w wierze, miłości i nadziei świętej. Zmiłuj się nad wszystkimi zmarłymi cierpiącymi czyśćcu i okaż im miłosierdzie swoje przez Krew i Mękę najmilszego Syna Twego Jezusa Chrystusa.

Najświętsza Maryjo Dziewico, wszyscy Aniołowie i Święci w niebie módlcie się za zmarłymi, którym pragniemy wyprosić zmiłowanie Pańskie. Niech moc Krzyża Świętego otworzy im bramy niebios, gdzie świeci światłość wiekuista. W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego niech odpoczywają na wieki wieków.

Amen.

Ofiarowanie Mszy świętej za zmarłych

Ojcze Przedwieczny, napełnij mnie swoją łaską i rozpal moje serce ogniem Ducha Świętego, abym uczestnicząc w tej Najświętszej Ofierze Twojego Syna, za wstawiennictwem Jego umiłowanej Matki otworzył (otworzyła) się jak najpełniej na niezgłębione dary Twojego miłosierdzia i uświęcony (uświęcona) nimi mógł (mogła) przyjść z pomocą duszom czyśćcowym.

Amen.

Modlitwa wieczorna

Boże, najmiłosierniejszy Stwórco nasz i Panie, oto udaję się na spoczynek. W Twoje Ojcowskie dłonie z ufnością powierzam siebie. Dziękuję Ci, że uzdolniłeś mnie do czynienia tego dnia darem dla zmarłychcierpiących w czyśćcu. W ciemności nocy otocz mnie światłem Ducha Świętego, abym odpoczywał (odpoczywała) spokojnie i szczęśliwie obudził (obudziła) się o poranku, wielbiąc Imię Twoje. Przez Jezusa Chrystusa, naszego Pana i Odkupiciela. A dusze wiernych zmarłych niech odpoczną już na zawsze w miłującym Sercu Twoim.

Amen.

Apostolstwo Pomocy Duszom Czyśćcowym,
przy Zgromadzeniu Sióstr Wspomożycielek Dusz Czyśćcowych.
Imprimatur Kurii Biskupiej Warszawsko-Praskiej z dnia 22 maja 1998 r.
oraz Kurii Biskupiej w Częstochowie z dnia 26 maja 2015 r.