Nagłówek

START

MSZE ŚWIĘTE

SŁOWO BOŻE
NA DZIŚ


HISTORIA

KANCELARIA

GALERIA

OGŁOSZENIA

GRUPY
PARAFIALNE


PORADNIA
RODZINNA


KONTAKT

Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana

Przewodnik
po czyśćcu


CIEKAWE LINKI





Przewodnik po czyśćcu

Szczególne dni miłosierdzia dla dusz czyśćcowych

Każdy z nas ma doświadczenie takich dni, gdy bywa otoczony – większą niż zazwyczaj – życzliwością ludzi; gdy słyszy od bliskich szczere życzenia, otrzymuje prezenty i jakby przez to czuje się trochę bardziej szczęśliwy. Wiemy też, że szczególną okolicznością wzmagającą przejawy ludzkiej serdeczności są na przykład obchody różnych świąt kościelnych, a zwłaszcza Bożego Narodzenia i Wielkanocy. Dla wielu osób jest to także czas duchowej odnowy, wzmożonej modlitwy, pojednania z Bogiem i z ludźmi, radości z rodzinnych spotkań oraz okazja do wytchnienia od zawodowej pracy i codziennych trosk. Ale czy rytm liturgicznych świąt Kościoła, w którym uczestniczą żyjący na ziemi, ma też jakieś znaczenie dla dusz czyśćcowych?

Boże Narodzenie

Dlaczego ta uroczystość należy do wyjątkowych w udzielaniu się Bożego miłosierdzia duszom czyśćcowym? Skąd wiemy, że to szczególny czas łaski dla zmarłych? Czy przekaz ten jest wiarygodny?

Sięgnijmy najpierw do świadectw. Autor książki Uwolnijcie nas stąd! rozmawiając z Marią Simmą zapytał: „Czy są dni, w które większa liczba dusz jest uwolniona z czyśćca do nieba? – Tak – odpowiedziała Maria – w Święta Bożego Narodzenia najwięcej dusz jest wybawionych, ale również zależy to od ilości otrzymanych przez duszę modlitw lub uczynków w swojej intencji. Święta Bożego Narodzenia są szczególne, ponieważ jest to dzień najbardziej obfitujący w łaski” (Nicky Eltz, Uwolnijcie nas stąd!, Kraków, s. 77). Podobne stwierdzenie znajdziemy w notatkach zmarłej w opinii świętości s. Marii od Krzyża: „Nie w Zaduszki jednak unosi się największa ilość dusz do nieba, lecz w Noc Bożego Narodzenia” (Rękopis z czyśćca, Michalineum 1999, s. 65).

Natomiast jak to wygląda od strony teologicznej? W Boże Narodzenie rozważamy i świętujemy jedną z wielkich tajemnic wiary: Bóg podzielił się z nami tym, co było dla Niego najcenniejsze. Jego Syn stał się człowiekiem dla naszego zbawienia. Przyszedł jako nowy Adam, aby zgładzić skutki grzechu pierwszego Adama. Będąc Bogiem uniżył samego siebie i stał się człowiekiem, zszedł z wysokości nieba na ziemię, zechciał być wygnańcem z nieba, abyśmy my „wygnańcy Ewy” mogli wrócić do Raju. Stąd tajemnica człowieka wyjaśnia się naprawdę dopiero w tajemnicy Słowa Wcielonego. Chrystus, nowy Adam, objawia nam w pełni ludzką godność i nasze najwyższe powołanie: „On, Syn Boży, przez wcielenie swoje zjednoczył się z każdym człowiekiem. Ludzkimi rękoma pracował, ludzkim myślał umysłem, ludzką działał wolą, ludzkim sercem kochał, urodzony z Maryi Dziewicy, stał się prawdziwie jednym z nas, we wszystkim do nas podobny oprócz grzechu” (Konstytucja duszpasterska o Kościele, GS 22).

Papież Benedykt XVI przypominał wiernym wagę tego święta w jednej ze swoich katechez: „Słowo stało się ciałem jest jedną z tych prawd, do których tak się przyzwyczailiśmy, że niemal już nas nie uderza wielkość wydarzenia, jaką ona wyraża. I rzeczywiście w tym okresie Bożego Narodzenia, w którym często wyrażenie to powraca w liturgii, czasami większą uwagę zwracamy na aspekty zewnętrzne, na barwy święta, niż na istotę obchodzonej przez nas wielkiej nowości chrześcijańskiej: coś absolutnie nie do pomyślenia, czego dokonać mógł tylko Bóg i w co możemy wejść jedynie z wiarą. (...) W tę świętą noc, Bóg stając się ciałem, zechciał stać się darem dla ludzi, dał nam samego siebie; przyjął nasze człowieczeństwo, aby obdarzyć nas swoim bóstwem. To właśnie jest wielkim darem” (Wcielenie pozwoliło nam stać się dziećmi, audiencja generalna, 9 stycznia 2013 r.).

Tak więc Bóg, w tym właśnie dniu, wszedł w swoim Synu w nasz ludzki, grzeszny los i otworzył niebo wszystkim, którzy uwierzą i przyjmą ten Dar; którzy będą chcieli przyjąć od Niego moc do stania się dziećmi Bożymi (por. J 1, 12). Oto największa radość, która stała się udziałem ziemi i nieba zarazem: „Chwała Bogu na wysokościach – śpiewały zastępy anielskie – a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania” (Łk 2, 14). Bóg upodobał nas sobie! Stąd po dziś dzień jest to święto obfitujące w Boże łaski dla całego Kościoła, który jest mistycznym Ciałem Chrystusa. A przecież zmarli cierpiący w czyśćcu wraz z ludźmi żyjącymi na ziemi oraz świętymi w niebie są poszczególnymi członkami tegoż Ciała. W nich także Bóg sobie upodobał jako w cząstce Ciała swojego Syna (por. Konstytucja dogmatyczna o Kościele, LG 49).

Wobec powyższego zrozumiałe staje się dlaczego zmarli w noc Bożego Narodzenia dostępują łaski szczególnego miłosierdzia. Dlaczego też, według słów Marii Simmy, liczba wybawionych dusz z czyśćca uzależniona jest także od tego ile modlitw i dobrych uczynków za nie ofiarujemy w tym dniu. Jest to przecież dzień wzajemnego obdarowywania (opłatek, uroczysty i obfity stół, choinka, prezenty, życzliwe słowa), a Kościół naucza, że łączność z tymi, którzy poprzedzili nas w drodze do wieczności nie ustaje, a nawet jeszcze się umacnia dzięki wzajemnemu udzielaniu dóbr duchowych (por. LG 49). W Chrystusie więc trwamy w duchowej łączności zarówno ze świętymi w niebie, jak i z duszami czyśćcowymi. Stąd wstawiennictwo świętych i nasze orędownictwo u Boga za zmarłymi cierpiącymi w czyśćcu jest możliwe, pożądane i zarazem skuteczne (LG, 50).

Taka jest nasza wiara. Dlatego, gdy czytamy w świadectwach o Bożych łaskach, których żyjący dostąpili za wstawiennictwem świętych czy dusz czyśćcowych oraz o tym, że modlitwy żyjących bądź ich ofiary przyczyniły się do uwolnienia zmarłych z cierpień czyśćcowych wiedzmy, że doświadczenia te są mocno osadzone na fundamencie wyznawanych prawd wiary Kościoła katolickiego. „Wiara zaś – czytamy w Liście do Hebrajczyków – jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy” (Hbr 11,1).

I chociaż nie wiemy, i za życia zapewne się do końca nie dowiemy, jak to się właściwie dzieje i w jakim stopniu zmarli uczestniczą w naszym życiu, ani też w jakiej mierze my mamy wpływ na ich duchowy stan, ale na mocy dogmatu o świętych obcowaniu przyjmujemy z wiarą, że wzajemną miłość członków Kościoła i troskę o siebie nawzajem mamy zadaną — wręcz nakazaną — przez Ducha Świętego: „Tenże Duch, sam przez się, mocą swoją i wewnętrznym spojeniem członków jednocząc ciało, tworzy i nakazuje miłość wzajemną między wiernymi. Stąd, jeśli jeden członek cierpi, wespół z nim cierpią wszystkie członki; a jeśli jeden członek czci doznaje, wszystkie członki wespół z nim się radują (por. 1 Kor 12, 26)” (LG 7).

Wielki Piątek i święta Pańskie

Maria Simma wymienia Wielki Piątek zaraz po Bożym Narodzeniu jako jeden z tych szczególnych dni, w które najwięcej dusz czyśćcowych osiąga niebo, a okres Wielkiego Postu w doświadczeniu Mistyczki obfitował w liczne prośby o pomoc z ich strony (Dz. cyt., s. 43; 67).

Boże Narodzenie i od razu Męka Pańska? Skąd taka bliskość – jakby się wydawało – dwóch skrajności? Wynika ona z samej Ewangelii, bo pierwsza zapowiedź męki Zbawiciela pojawia się już w proroctwie Symeona przy ofiarowaniu Jezusa w świątyni. Również widmo śmierci zaciążyło nad Dziecięciem od pierwszych miesięcy Jego życia wskutek prześladowania ze strony króla Heroda (por. Mt 2,13-18). Apostoł Paweł pisze, że wcielenie Syna Bożego było uniżeniem i ogołoceniem, rezygnacją z Boskiego panowania i wejściem w rolę sługi posłusznego we wszystkim aż do śmierci na krzyżu (por. Flp 2, 6-8). Tak więc krzyż i cierpienie wpisane są w całą historię ziemskiego życia Jezusa. Błogosławiony Honorat Koźmiński podkreślał, że nie rozumiemy dobrze męki Pańskiej, jeżeli ją ograniczamy tylko do tego czasu, gdy dla wszystkich była widoczna: „Męka Jezusa trwała bez przerwy, ustawicznie, od pierwszej chwili Jego poczęcia, aż do ostatniego tchnienia na krzyżu; więcej nawet, bo trwała ona w pewien sposób i przed poczęciem i nie ustała po śmierci, choć w inny sposób, niż w ciągu życia ziemskiego. Była ona, jest i będzie przyczyną wszystkiego dobra, jakie tylko się stało, jakie się teraz dzieje i kiedykolwiek dziać będzie” (Powieść nad powieściami, t. 3, VII, 3).

Największe dobro wynikające z wydarzenia Wcielenia i Wielkiego Piątku to nasze odkupienie i szansa na zbawienie dla każdego człowieka, który zechce je przyjąć. W proroctwie Izajasza czytamy, że cierpienia Sługi Pańskiego uwalniają nas i oczyszczają z grzechów. On je wziął na siebie: „Mąż boleści, oswojony z cierpieniem (...). On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła nań chłosta zbawienna dla nas, a w jego ranach jest nasze uzdrowienie” (Iz 53, 3b. 5). Natomiast w Katechizmie Kościoła katolickiego jest napisane, że „Pragnienie wypełnienia zamysłu miłości odkupieńczej Boga Ojca ożywia całe życie Jezusa, ponieważ Jego odkupieńcza męka jest motywem Jego Wcielenia (...). Istotnie przyjął On w sposób dobrowolny mękę i śmierć z miłości do Ojca i do ludzi, których Ojciec chce zbawić. (...) Syn Boży wydaje się więc na śmierć aktem najwyższej wolności” (KKK, 607. 609).

Tak więc, Jezus cierpiał w swoim ciele za całą ludzkość, za żyjących i za zmarłych, za zbawionych i z powodu potępionych; za nas i za tych, którzy żyją i żyć będą w następnych pokoleniach aż do końca świata. Więcej! Chrystus wciąż doświadcza męki w swoim mistycznym Ciele, w Jego poszczególnych członkach – w całym ludzie Bożym pielgrzymującym i oczyszczającym się, gdyż „Dla Boga wszystkie chwile czasu są teraźniejsze w ich aktualności” (KKK, 600). Papież Benedykt XVI wyraził to w następujących słowach: „Co roku, stając w milczeniu przed Jezusem wiszącym na drzewie krzyża, uświadamiamy sobie, jak pełne miłości są słowa wypowiedziane przez Niego poprzedniego dnia, podczas Ostatniej Wieczerzy: «To jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana» (Mk 14, 24). Jezus chciał złożyć swoje życie w ofierze za odpuszczenie grzechów ludzkości. Podobnie jak w obliczu Eucharystii, również w obliczu męki i śmierci Jezusa na krzyżu rozum staje wobec niezgłębionej tajemnicy. Stajemy wobec czegoś, co po ludzku mogłoby się wydawać absurdalne: Bóg nie tylko staje się człowiekiem, z wszystkimi potrzebami człowieka, nie tylko cierpi, aby zbawić człowieka, biorąc na siebie całą tragedię ludzkości, ale umiera dla człowieka. Śmierć Chrystusa mówi o tym, jak wiele cierpienia i zła ciąży nad ludzkością w każdej epoce: o miażdżącym ciężarze naszego umierania, o nienawiści i przemocy, która dzisiaj wciąż powoduje rozlew krwi na ziemi. Męka Pana trwa nadal w cierpieniach ludzi” (Audiencja generalna, 8 IV 2009).

Stąd w czasie odprawiania nabożeństwa Drogi Krzyżowej należałoby przy każdej stacji mówić: „Który za nas cierpisz rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami”, a nie „Któryś za nas cierpiał rany...”. Nasz Pan bowiem odczuwa ból, gdy my cierpimy fizycznie, psychicznie czy duchowo z powodu doznawanej krzywdy, choroby czy grzechu; cierpi w tych, którzy wikłają się w niewolę różnorodnego zła zabijając w sobie życie duchowe; cierpi również w zmarłych pokutujących w czyśćcu, o czym możemy przeczytać chociażby w świadectwie św. Kamili Baptysty Varano. Jej to sam Pan Jezus powiedział, że odczuł i doświadczył wszystkie męki czyśćca jakie wybrani mieliby tam cierpieć, pokutując za swoje grzechy (Autobiografia oraz Cierpienia duchowe Jezusa podczas Jego męki, Wrocław 2011, s. 157-158).

Dlatego, gdy weźmiemy pod uwagę to wieczne teraz Jezusa oraz cenę jaką płaci za nasze zbawienie, łatwiej możemy zrozumieć dlaczego w Wielkim Poście, a zwłaszcza w czasie Triduum Paschalnego oraz w inne święta Pańskie, tak wiele dusz opuszcza czyściec. Zarówno żyjący, jak i zmarli mają wówczas możliwość obfitego czerpania z przeogromnego bogactwa zasług nagromadzonych przez Chrystusa Pana – Wcielonego, Umęczonego i Zmartwychwstałego dla naszego zbawienia i dla odkupienia całego świata.

Święta Maryjne

Najbardziej uprzywilejowanym świętem dla zmarłych cierpiących w czyśćcu, według świadectw, jest Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny. Zostało ono dogmatycznie ogłoszone dopiero w 1950 roku przez papieża Piusa XII, ale w apokryfach i w pobożności ludowej było obecne już od II wieku. Wielu też świętych i teologów, na przestrzeni wieków podejmowało to zagadnienie w swoich rozważaniach, rozpatrując znaczenie wzięcia Maryi z duszą i ciałem do nieba. Żaden człowiek, poza Matką Bożą, nie dostąpił takiego wywyższenia – podobnie jak nikt z ludzi poza Nią nie jest niepokalanie poczęty. Stąd Maryja jest na tak wyjątkowej pozycji w niebiańskiej hierarchii. Po Wniebowzięciu „Maryja obrazuje stan, jaki będzie miał każdy chrześcijanin po sądzie ostatecznym. Jednakże i wówczas Jej Osoba będzie przewyższała najdoskonalsze postacie świętych zmartwychwstałych. Jej ciało bowiem było Miejscem dla całej historii zbawienia” (Cz. Bartnik, Dogmatyka teologiczna, t. 2, s. 479).

Trudno się dziwić, że Matka Boża ratuje od cierpienia dusze czyśćcowe skoro z woli samego Boga została uprzedzającą łaską uwolniona od grzechu pierworodnego i włączona w zbawcze dzieło Jego Syna. Jako Oblubienica Ducha Świętego przyjęła Słowo, które w Niej stało się Ciałem i z Jej ciała się zrodziło. Od Zwiastowania nieustannie towarzyszyła Jezusowi, przez Betlejem, Jerozolimę, Egipt, Nazaret, Kanę, aby w końcu stanąć pod krzyżem na Golgocie i przyjąć Jego testament, na mocy którego stała się Matką całego Kościoła, Matką każdego z nas (J 19, 25-27). W Traktacie o rzeczach ostatecznych jest napisane, że testament Chrystusa „obejmuje także dusze czyśćcowe jako fazę Kościoła i ukazuje Maryję jako Matkę tych wszystkich dusz. Zapewne dusze w czyśćcu dążą do Chrystusa przy wsparciu Najświętszej Matki, która jest Miłością Udoskonalającą ku Chrystusowi, Miłością dusz czyśćcowych, Rodzicielką dla swego Syna Uwielbionego jako Boga. (...) Czyściec to nie jest zwykła suma dusz, lecz część Ciała Chrystusowego” (Cz. Bartnik, dz. cyt., s. 861-862).

Skoro Chrystus z wysokości krzyża w ramiona Maryi złożył, w osobie Jana, wszystkie członki swojego Mistycznego Ciała, odtąd Matka miłosierdzia obejmuje je Matczyną troską, kojąc ich liczne grzechowe rany, które właśnie na Golgocie przebiły Jej serce mieczem boleści. Jak więc mogłaby nie spieszyć na ratunek tym, którzy cierpią na ziemi i w czyśćcu? To w nich Jej Syn prosi o miłosierdzie, o opatrzenie Jego ran! Nie ma więc doskonalszej Orędowniczki i Wspomożycielki dusz czyśćcowych. Matka Boża sama przynosi zmarłym ulgę w cierpieniu, jak i przez Jej wstawiennictwo żyjący mogą wyprosić wiele łask dla zmarłych. Pisał o tym bł. Honorat Koźmiński: „Szczęśliwy jest każdy, kto poświęcił się Maryi. Ona bowiem wspiera sługi swoje nie tylko za życia, ale nawet i w czyśćcu. (...) Ale nie poprzestaje na pocieszaniu i wspomaganiu tych dusz czyśćcowych, lecz nawet wyprowadza je stamtąd swoim pośrednictwem. W dzień Jej chwalebnego Wniebowzięcia (...) cały czyściec został opróżniony (...). Władzę tę zawdzięcza zarówno swoim modlitwom, jak i zasługom, i tyczy się to wszystkich dusz czyśćcowych, lecz głównie tych, które Ją za życia czciły. Słowem, Maryja jest Panią nieba, gdyż rozkazuje tam według woli i wprowadza tam, kogo chce, (...) ponieważ jest Matką najwyższego Władcy Niebios, słuszne jest więc, aby w tym Królestwie dzieliła z Nim władzę” (Powieść nad powieściami, t.4, XIV, 133).

W Rękopisie z czyśćca również czytamy, że Maryja nawiedza czyściec w dni swoich świąt i zmarli wówczas nie cierpią, a gdy Matka Boża stamtąd odchodzi zabiera ze sobą wiele dusz do nieba (s. 33, 47). Natomiast św. Ludwik Grignion podkreślał, że kto podejmie doskonałe nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny doświadczy, że jego modlitwy i uczynki przez Nią oczyszczone i upiększone, przyczynią się do nawrócenia wielu grzeszników lub wybawienia dusz z czyśćca (por. Traktat, 171- 172). Zauważmy, że Matka miłosierdzia, Matka dusz czyśćcowych, w swym ostrobramskim wizerunku nie trzyma na rękach ani Dzieciątka Jezus, ani też zdjętego z krzyża poranionego ciała Chrystusa. Jednak ma dłonie złożone w takim geście, jakby kogoś tuliła do siebie. W ten sposób przygarnia do swojego miłosiernego Serca wszystkich żyjących na ziemi i cierpiących w czyśćcu. Dla każdego z nas jest tam miejsce. Ze zbolałym obliczem, zawsze zatroskana o nasze zbawienie, pochyla się nad nami, abyśmy Jej orędownictwem wsparci trafili do nieba.

Dzień Zaduszny – 2 listopada

Ten jeden dzień w roku w kalendarzu liturgicznym poświęcony szczególnym modlitwom za wszystkich wiernych zmarłych ma swój początek w tradycji monastycznej. Pierwsza wzmianka o nim, jak podaje Leksykon liturgii pod red. B. Nadolskiego, pojawiła się w VII wieku, gdy to św. Izydor biskup Sewilli wyznaczył go na poniedziałek po Zesłaniu Ducha Świętego. Natomiast mnisi z benedyktyńskiego opactwa Cluny modlili się za wszystkich zmarłych w poniedziałek po uroczystości Trójcy Świętej aż do czasu, gdy w X wieku opat Odylon zarządził, aby przenieść ten dzień na 2 listopada. Po jego śmierci jeden z mnichów napisał żywot Odylona, w którym przytoczył bardzo znamienną historię usłyszaną od pewnego biskupa. Według niej pustelnik przebywający na małej wyspie, pośrodku morza, miał opowiedzieć o wielkich cierpieniach dusz zmarłych, których jęki dochodziły do jego uszu. Słyszał on również ich prośby, aby to właśnie mnisi z Cluny wraz opatem Odylonem jeszcze gorliwiej niż dotąd modlili się za nich i udzielali w ich intencji jałmużny ubogim. Gdy ta wiadomość została przekazana opatowi miał on właśnie wtedy zachęcić wszystkie klasztory aby 2 listopada, publicznie i indywidualnie, odprawiano Msze za zmarłych, modlono się psalmami i rozdawano hojne jałmużny dla ratowania tych dusz ze srogich cierpień (por. J. Le Goff, Narodziny czyśćca, Warszawa 1997, s. 131).

Termin ten oraz sama idea wspomagania zmarłych szybko rozpowszechniły się w Zachodniej Europie, a z czasem w całym Kościele. Natomiast w 1915 roku papież Benedykt XV pozwolił, aby każdy kapłan mógł w tym dniu odprawić trzy Msze św.

Czy Dzień Zaduszny spełnia swoją rolę? Czy naprawdę motywuje wiernych do wzmożonej troski o niebo dla dusz czyśćcowych? Na pewno zależy to również od ich osobistego zaangażowania i zrozumienia ogromnej potrzeby pochylenia się z miłosierdziem nad cierpieniami zmarłych poddanych oczyszczeniu. Wszyscy powinniśmy się o to starać tym bardziej, że jednak: „W Dzień Zaduszny — według świadectwa zmarłej s. Marii Gabrieli – wiele dusz opuszcza miejsce pokuty, przechodząc do nieba. Z wielkiej zaś łaskawości Bożej w tym jednym dniu roku wszystkie bez wyjątku cierpiące dusze mają udział w uroczystych modlitwach Kościoła świętego, nawet dusze w wielkim czyśćcu. Ulga jakiej doznaje każda dusza, jest jednak proporcjonalna do jej zasług: jedne otrzymują więcej, inne mniej; wszystkie jednak odczuwają tę wyjątkową łaskę. Przez długie lata spędzone w czyśćcu jest to dla wielu dusz tam cierpiących jedyna ulga, jakiej ze sprawiedliwości Bożej doznają” (Rękopis z czyśćca, s. 64-65).

Warto jeszcze raz podkreślić bardzo wyjątkową cechę tego dnia. Mianowicie to, że modlitwy Kościoła świętego docierają wówczas do wszystkich dusz czyśćcowych – nawet tych, którym w innym czasie, wstawiennictwo Kościoła nie pomaga. Oznacza to, że w tej najboleśniejszej fazie oczyszczenia nie są w stanie skorzystać z Mszy odprawianych w ich intencji; że nie doznają ulgi z memento zmarłych, które kapłani wypowiadają w czasie każdej Eucharystii niezależnie od intencji szczegółowej, w jakiej ją sprawują; że Oficjum za zmarłych oraz prośby za nich, którymi Kościół modli się w każdych Nieszporach w Liturgii Godzin (w brewiarzu) również ich omijają. Nie jest to jednak przejaw braku miłosierdzia ze strony Boga w stosunku do tych dusz, ale gorzki owoc upodobania ludzkiego serca w grzechach w czasie ziemskiego życia.

Dlatego, wiedząc jak wielką łaską dla zmarłych jest Dzień Zaduszny można wówczas (a może i przez całą oktawę Wszystkich Świętych) np. rano i wieczorem uczestniczyć we Mszy św. i przyjąć Komunię św. w intencji dusz cierpiących w najcięższym czyśćcu); albo pomodlić się Jutrznią i Nieszporami z Oficjum za zmarłych; albo zdobyć się na post w możliwej dla siebie formie (nie musi to być wyłącznie chleb i woda); albo zatroszczyć się o taką dyspozycję serca, by móc w dniach 1-8 listopada ofiarować zmarłym odpusty zupełne związane z nawiedzeniem cmentarza.

Wszystkie święta i uroczystości Pańskie czy Maryjne oraz te związane z kultem aniołów i świętych, jak również liczne wspomnienia liturgiczne, gdy są przez nas obchodzone ze czcią i pragnieniem pogłębienia relacji z Bogiem mogą skutecznie przyczyniać się do świadczenia miłosierdzia duszom czyśćcowym. Im więcej miłości do Chrystusa i Jego świętych w modlitwach i dobrych uczynkach, tym większy i cenniejszy będzie dar dla zmarłych. Potwierdzenie tego możemy znaleźć w doświadczeniach św. Gertrudy Wielkiej: „Chwalebnej nocy Zmartwychwstania Pańskiego, najwspanialszego ze świąt, gdy Gertruda ze szczególną gorliwością oddawała się modlitwie, ukazał się jej Pan Jezus, pełen uroku i blasku, w chwale Boskiego majestatu i w pięknie nieśmiertelności. Ona padła Mu do stóp w pokorze i oddała Mu hołd. Powiedziała przy tym: «Ty przepiękny Oblubieńcze, ozdobo i chwało aniołów (...), Twoich przyjaciół uważam za swoich najbliższych. Proszę przeto, abyś raczył w tej godzinie – na cześć Twego najcudowniejszego zmartwychwstania – uwolnić od kary dusze wszystkich osób szczególnie Ci drogich. Dla otrzymania tej łaski ofiaruję Ci – w zjednoczeniu z Twoją najniewinniejszą męką – wszystkie cierpienia mego serca i ciała, które znosiłam podczas moich ciągłych chorób». Wówczas Pan z niezwykłą czułością przyprowadził do niej tłum dusz uwolnionych od kary i powiedział: «Oto (...) ofiaruję ich wszystkich twojej miłości, gdyż na zawsze będzie zapisane w niebie, że zostali uwolnieni dzięki twoim modlitwom i będzie to nieustannie powodem twej chwały wobec wszystkich moich świętych». «A jaka jest liczba tych dusz?» – spytała Gertruda. Pan powiedział: «Ich liczbę ogarnia swą wiedzą jedynie moje bóstwo». A kiedy poznała, że dusze te choć już uwolnione od kary, nie zostały jednak jeszcze dopuszczone do wiecznej radości, ofiarowała się cała Bożej miłości gotowa wycierpieć w swym sercu i ciele wszystko, co Mu się spodoba, po to, by raczył udzielić duszom pełnej szczęśliwości. Pan przyjął to przychylnie i w tej samej chwili wyniósł je wszystkie do radości nieba. Po jakimś czasie, gdy Gertruda, czując silny ból w boku uklękła przed jakimś wizerunkiem krzyża, Pan przekazał jej ból i cierpienie tamtym duszom, by zwiększyć ich radości, mówiąc przy tym: „Ten dar pobożnego oddania ofiarowany Mi przez moją oblubienicę z tak wielkiej miłości daję wam dla wzrostu waszej szczęśliwości, wy zaś starajcie się jej odwdzięczyć z należnym szacunkiem, ofiarując jej dary waszych modlitw»” (Zwiastun, t. 2, IV-27).

s. Anna Czajkowska WDC

Kwartalnik „Do Domu Ojca”, rok XVIII nr 1 (69) I-III 2018



Aniołowie a czyściec

W jednej z wizji św. Hildegardy z Bingen czytamy, że: „Wszechmogący i niewysłowiony Bóg (...) szczęśliwe duchy anielskie ustanowił tak dla zbawienia ludzi, jak dla chwały Swego imienia. W jaki sposób? Bowiem tak je stworzył, że jedne w potrzebie przychodzą ludziom z pomocą, inne, oznajmiają ludziom wyroki Jego tajemnic” (Scivias, VI, 1). Z wielu takich i temu podobnych świadectw osób świętych oraz świątobliwych mistyków dowiadujemy się, że Pan Bóg sprawuje swoją Opatrzność nad ludźmi między innymi przez aniołów. Oni – posłańcy Boży – posłuszni Jego woli otaczają nas opieką za życia i po śmierci. Ich orędownictwem jesteśmy wspierani w trudach i przeciwnościach doczesnego życia, ale też w chwili konania, na sądzie Bożym i w oczyszczeniu serca po śmierci (por. np. Św. Faustyna Kowalska, Dzienniczek, Alessio Parente OFMCap, Ojciec Pio. Przyślij mi swojego Anioła Stróża; św. Brygida Szwedzka, Proroctwa i objawienia; św. Gertruda z Helfty, Zwiastun Bożej miłości, św. Hildegarda z Bingen, Scivias, św. Mechtylda z Magdeburga, Strumień światła Boskości).

Dlaczego najpierw wspominam o świadectwach? Ponieważ te najczęściej bywają czytane przez ludzi. W dobie Internetu mamy do nich bardzo łatwy dostęp. Poza tym ich treść jest łatwiej przyswajana niż soborowe i papieskie orzeczenia czy też traktaty teologiczne. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że – niestety – wiele osób jedynie tam poszukuje duchowego pokarmu. Na pewno lepiej by było poznawać dzieła świętych z książkowych publikacji opatrzonych teologicznym komentarzem, rzucającym odpowiednie światło – niezbędne – do właściwego rozumienia przekazu. Ale to ideał, do którego coraz mniej osób sięga z uwagi na niechęć do czytania czy też opór do pogłębionej refleksji nad tekstem.

Cytowana wyżej Hildegarda z Bingen, którą w 2012 roku Benedykt XVI włączył do grona świętych Doktorów Kościoła ma wiele do powiedzenia nie tylko o aniołach i archaniołach. Warto sięgnąć do jej dzieł, które są dostępne w przekładzie na język polski. Jednak przekaz Świętej, jak i innych mistyków, zawsze należy konfrontować z nauczaniem Kościoła.

Prawda wiary

Istnienie aniołów jest prawdą wiary opartą przede wszystkim na Piśmie Świętym i Tradycji, a więc posiada najsolidniejszy fundament. Aniołowie są osobowymi, nieśmiertelnymi istotami duchowymi, stworzonymi przez Boga. Zostali obdarzeni rozumem i wolną wolą, a więc jest w nich dążenie do dobra, miłość i zdolność do bycia w relacji z Bogiem, człowiekiem i całym światem stworzonym. Mają doskonalszą naturę od wszystkich innych stworzeń, a więc także przewyższają doskonałością ludzi. Nieustannie uwielbiają Boga i wypełniają Jego polecenia dla dobra całej ludzkości. Centrum anielskiego świata jest Chrystus, bo przez Niego, w Nim i dla Niego aniołowie zostali powołani do istnienia (por. KKK 329-331). I tylko tak należy postrzegać ich bytowanie i działanie, gdyż są sługami Jego zbawczych zamiarów. Kult aniołów powinien więc zawsze mieć na celu chwałę Bożą – również wtedy, gdy dotyczy to ich roli w niesieniu ulgi zmarłym cierpiącym w czyśćcu.

Katechizmowe nauczanie o aniołach jest bardzo zwięzłe i konkretne. Wskazuje, że aniołowie są obecni w dziejach świata od chwili jego stworzenia i w ciągu całej historii zbawienia. Towarzyszą Synowi Bożemu począwszy od Jego Wcielenia aż do Wniebowstąpienia i będą obecni, gdy powtórnie przyjdzie On na ziemię, by sądzić żywych i umarłych. Ponieważ Kościół jest Mistycznym Ciałem Chrystusa aniołowie służą mu i wspomagają również nas, gdyż jesteśmy cząstką Kościoła, a ponadto stanowimy „świątynię Ducha Świętego” (1 Kor, 6, 19). Aniołowie biorą też udział w liturgii Kościoła łącząc się z wiernymi w uwielbianiu Boga. Poza tym sprawują indywidualną opiekę nad narodami, nad lokalnymi kościołami, a także nad każdym człowiekiem – są naszymi Aniołami Stróżami (por. KKK 332-336). Angelologia, czyli nauka o aniołach jest jednym z działów teologii dogmatycznej (zob. Czesław Bartnik, Dogmatyka katolicka, Lublin 2009; Wincenty Granat, Ku człowiekowi i Bogu w Chrystusie. Zarys dogmatyki katolickiej, Lublin 2013).

Warto nadmienić, że Kościół związał też możliwość zyskiwania odpustów częściowych z modlitwą do Anioła Stróża. W obecnie obowiązującym Wykazie odpustów czytamy, że „Odpustu cząstkowego udziela się wiernemu, który pobożnie wezwie swego Anioła Stróża, posługując się zatwierdzoną modlitwą np.: «Aniele Boży, stróżu mój, Ty zawsze przy mnie stój. Rano, wieczór, we dnie, w nocy, bądź mi zawsze ku pomocy. Broń mnie od wszystkiego złego i zaprowadź do żywota wiecznego. Amen»” (Wykaz odpustów. Normy i nadania, Katowice, 2014, s. 69). O roli przypisywanej przez Kościół aniołom świadczą także teksty liturgiczne w obrzędach pogrzebowych. Wierni modlą się, aby aniołowie zawiedli duszę do raju (Obrzędy pogrzebu, Katowice 2017). Natomiast w trydenckiej Mszy pogrzebowej św. Michał Archanioł jest tym, który jako książę aniołów przyzywany jest w modlitwie ofiarowania, by zaprowadził zmarłego do Bożej światłości (por. Mszał Rzymski, Poznań 1963, s. 1297).

Opieka w wieczności

Duchowa asysta aniołów nieustannie przenika świat widzialny, chociaż zazwyczaj ich interwencje w nasze życie bywają przed nami zakryte, a tym samym rzadko je sobie uświadamiamy. Stąd najczęściej to, co Pan Bóg uczynił dla naszego dobra przez swoich posłańców, przypisujemy sobie samym ciesząc się swoją zaradnością. Ale jest taka przestrzeń, w której anielskie towarzyszenie zaczyna być bardziej dostrzegalne i nabiera szczególnej wagi – to czas, gdy człowiek przekracza próg śmierci. Tak o tym pisze św. Hildegarda: „Kiedy dusza człowieka opuszcza swoje mieszkanie, duchy anielskie: i dobre, i upadłe, przybywają wedle sprawiedliwego i prawego ustanowienia Boga. Duchy owe były obserwatorami jej czynów, których wraz z ciałem była sprawcą, teraz oczekują jej uwolnienia, aby skoro tylko się uwolni, poprowadzić ją za sobą. Oczekują one bowiem wyroku sprawiedliwego Sędziego wobec tej duszy, w chwili kiedy uwolni się ona od ciała, by poprowadzić ją, dokąd nakaże Najwyższy Sędzia wedle wartości jej czynów” (Scivias, IV, 29).

Anioł Stróż jest najbliższym obrońcą osoby umierającej, która wówczas bywa kuszona przez demony do zwątpienia w Bożą dobroć i miłość. Im większa zażyłość łączyła nas z Aniołem Stróżem w czasie ziemskiego życia, tym skuteczniejsze będzie jego działanie dla naszego poczucia bezpieczeństwa w chwili wkraczania w wieczność.

Anielskim towarzyszem naszego umierania może też być św. Michał Archanioł. „Święty Michał – czytamy w Rękopisie z czyśćca – jest obecny w chwili opuszczania przez duszę ciała. Widziałam go wtedy ja, ale też każda odchodząca dusza. Jest on świadkiem i wykonawcą Bożej sprawiedliwości. (...) Święty Michał zanosi dusze do czyśćca” (Rękopis, s. 61). W tej publikacji znajdziemy też bardzo ciekawą informację, że „Najlepszym sposobem uczczenia św. Michała Archanioła w niebie i na ziemi jest usilne polecanie nabożeństwa do dusz czyśćcowych oraz rozszerzanie wiadomości o wielkiej misji, jaką pełni święty Michał wobec dusz oczyszczających się. Jemu to Bóg powierzył prowadzenie dusz do miejsca pokuty, a po wyzwoleniu z czyśćca, wprowadzenie ich do wiecznego domu. Za każdym razem, gdy jakaś dusza powiększa liczbę wybranych, Bóg jest przez nią uwielbiony, a oddana Mu chwała spływa także w jakimś stopniu na tego chwalebnego Sługę nieba. Jest to dla niego zaszczyt stawiać przed Panem dusze, które chcą opiewać Jego miłosierdzie, jednocząc się w okazywaniu wdzięczności z wybranymi na wieczność całą. Nie potrafię ci przedstawić tej wielkiej miłości, jaką pała ten niebieski Archanioł względem Boskiego Mistrza oraz tej, jaką Bóg mu się odwzajemnia, wreszcie miłości i ogromnej litości, jaką ten święty Archanioł ma w stosunku do nas (zmarłych – przyp. A. Cz.). On to dodaje nam odwagi w cierpieniu, mówiąc nam o niebie. Powiedz Ojcu [duchownemu – przyp. A. Cz.], że jeśli chce się podobać świętemu Michałowi, niech usilnie poleca nabożeństwo do dusz czyśćcowych. W świecie wcale się o tym nie myśli. (...) Jeśli dobry Bóg na to pozwala, możemy komunikować się z Archaniołem bezpośrednio, na sposób jaki duchy i dusze komunikują się ze sobą. (...) W dniu swojego święta święty Michał przybył do czyśćca i wrócił do nieba z wieloma duszami, zwłaszcza z tymi, które miały do niego nabożeństwo na ziemi” (Rękopis, s. 51- 52).

Znamienne jest także to, że aniołowie byli przewodnikami wielu świętych w ich mistycznych wędrówkach w zaświaty (np. św. Faustyny Kowalskiej, św. Ludwiny z Schiedam, św. Magdaleny de Pazzi, św. Marii Krescencji Hoss, czy bł. Anny Katarzyny Emmerich). I tak, jak na dobrych przewodników przystało, dbali o swoich podopiecznych, aby byli w stanie udźwignąć to, co wówczas zobaczyli. Święta Faustyna napisała, że Anioł Stróż nie odstępował od niej ani na chwilę i to on decydował na ile może wejść w dialog np. z duszami czyśćcowymi czy ze świętymi w niebie. (Dzienniczek, 20; 683; 741). Natomiast współczesnej mistyczce Natuzzie Evolo, której aniołem stróżem był sam Michał Archanioł, właśnie aniołowie przekazywali wiadomości o losach zmarłych, o których ją pytano. Ona tylko powtarzała słowa aniołów (por. Luciano Regolo, Stygmatyczka, s. 91-92). Pierwszy biograf Natuzzy napisał: „Widzi aniołów w ludzkim ciele, jaśniejącym i pięknym ze skrzydłami i długimi blond włosami, którzy pojawiają się tam, gdzie Bóg chce, by byli widziani przez ludzi. Gdy Bóg pozwala, widzi Anioła Stróża stojącego po prawej stronie każdego z nas, w złotej, niebieskiej lub białej sukni. Ten anioł, mając za zadanie pomóc nam przezwyciężyć pokusy i pocieszyć nas podczas kar czyśćcowych, towarzyszy nam aż do czasu przyjęcia do raju albo opuszcza nas w chwili śmierci w przypadku potępienia, otrzymuje potem następną duszę do wzięcia w opiekę” (Stygmatyczka, s. 93).

Jest to ważna informacja dla nas, bo możemy śmiało prosić swojego Anioła Stróża, żeby razem z nami się modlił i „schodził” do czyśćca z duchowymi owocami modlitwy i naszych dobrych uczynków, i pomagał nam głębiej rozumieć potrzeby cierpiących dusz, abyśmy potrafili na nie adekwatnie odpowiedzieć. Szczęściem aniołów jest, gdy zmarli opuszczają czyściec, bo wtedy wzrasta chwała Boża i raduje się całe niebo.



Czyściec a demony

Czy te dwie rzeczywistości mogą mieć coś wspólnego skoro oczyszczenie po śmierci jest dziełem Bożego miłosierdzia? A jednak mogą...

Kim są demony?

Podobnie jak aniołowie są to duchowe istoty, tyle że złe, przeciwne Bożym zamiarom oraz działające na szkodę człowieka. Diabeł i inne złe duchy zostały stworzone jako dobre, ale same uczyniły siebie złymi. Radykalnie odrzuciły Boga i Jego Królestwo. Trzeba jednak pamiętać, że złe duchy są tylko stworzeniami. Szatan to nie jest żaden antybóg, który byłby w złu równie mocny, jak Bóg w dobru jest wszechmogący. Nie ma więc możliwości zaszkodzić Bogu i Jego zbawczym planom. Nie jest w stanie Go zwyciężyć. Miewa jednak dostęp do człowieka i może powodować wielkie szkody w naszej sferze duchowej, a niekiedy również cielesnej (por. KKK 391). Czytając Ewangelie można zauważyć jak złe duchy potrafiły dręczyć ludzi, a nawet kusić samego Syna Bożego, gdy pościł na pustyni – chciały skłonić Go do sprzeniewierzenia się woli Ojca (por. Mt 4, 3nn). Stąd trudno się dziwić, że w stosunku do dusz czyśćcowych również wykazują się niemałą aktywnością.

Działanie demonów

Złe duchy nie mogą wprost szkodzić zmarłym cierpiącym w czyśćcu. Jeżeli pojawiają się w tej przestrzeni to tylko i wyłącznie ze względu na proces oczyszczenia duszy zmarłego. Najcięższy bowiem czyściec – według relacji świętych czy mistyków – intensywnością cierpienia niewiele różni się od tych kar, których doświadczają potępieni, a więc mogą też polegać na widzeniu demonów. Wynika to z tego, że ktoś mógł być wielkim grzesznikiem, ale gdy zwrócił się do Bożego miłosierdzia w ostatnich chwilach swojego ziemskiego życia, został ocalony przez Boga przed potępieniem, jednak tak bardzo był związany ze złem, że na początku procesu pokuty czyśćcowej jedynie ono będzie przez niego widziane w całej swej odrażającej postaci. A to raczej trudno zaliczyć do przyjemnych doświadczeń.

Wiemy z nauczania Kościoła, że człowiek po śmierci staje na sądzie w obliczu Osoby Syna Bożego, czyli samej Prawdy, Dobra i Piękna, i niewyobrażalnej Światłości. To właśnie wtedy zostaje mu dane poznanie jak bardzo jest niepodobny do Boga, na obraz którego został stworzony. Wówczas zmarły tak obciążony całym bagażem nieodpokutowanych grzechów sam dostrzeże, że ogromna ciemność i brzydota otaczają jego serce, i to one odbierają mu możliwość oglądania Boga i Jego aniołów. Przed oczyma pozostanie ciemność i osobowe zło wraz z jego duchami, które za życia, pozostając w ukryciu, tak mocno uwikłały zmarłego w grzech. W tym sensie można powiedzieć, że złe duchy przysparzają cierpień zmarłym. Jednak stają się wówczas narzędziem ich oczyszczenia, więc nie działają na ich niekorzyść (por. św. Brygida Szwedzka, Proroctwa i objawienia, VI, 39.

Demony mogą jednak szkodzić duszom czyśćcowym pośrednio, posługując się słabością ludzi żyjących. W jaki sposób? Na pewno trudno by było zdemaskować wszystkie tego typu działania, ale spróbujmy zauważyć przynajmniej niektóre.

Jednym z nich, bardzo mocno ukrytym pod pozornym dobrem jest idealizowanie zmarłego. Chociaż wiadomo, że nikt z nas nie może przeżyć życia w bezgrzeszności, to po śmierci bliskich jakby o tym zapominamy. Ponieważ sam fakt rozstania z kochaną osobą jest dla wielu dotkliwym cierpieniem, to podświadomie dążymy do tego, by w rozmowach nie wracać do trudnych spraw. Miło jest słuchać dobrych wspomnień o zmarłym, co w pewnym sensie jest zrozumiałe, bo przecież każdy też ma swoje mocne strony. Zawsze jednak trzeba trzymać się złotego środka. W innym razie, akcentując tylko to, co było atutem tej osoby czy też interpretując okoliczności śmierci jako wyjątkowo świątobliwe przejście do wieczności, trochę usypiamy naszą wrażliwość na potrzebę modlitwy i zadośćuczynienia za grzechy zmarłego. Na ten fakt zwracała uwagę bł. Katarzyna Emmerich, podkreślając, że najbardziej żal jej było tych zmarłych, których żyjący – z przyziemnej i nadmiernej do nich miłości – nie mogą znieść myśli, że mogliby jeszcze być w stanie oczyszczenia i cierpieć (por. Bł. Anna Katarzyna Emmerich, Tajemnice czasów ostatecznych, Kraków 2011, s. 71-72). Dlaczego miałaby to być diabelska pokusa? Bo on jest kłamcą(!) i wszelkie formy fałszu, którymi uda mu się odciągnąć ludzi od dobra są dla niego radością. Zwłaszcza, że ludzie nie modląc się za swoich zmarłych, nie tylko nie czynią miłosierdzia wobec dusz czyśćcowych, ale też nie oczyszczają w ten sposób własnego serca z egoizmu skłaniającego ich do myślenia tylko o własnym zadowoleniu.

Innym sposobem szkodzenia zmarłym cierpiącym w czyśćcu jest druga skrajność: oskarżanie. Jeżeli za życia ktoś był dosyć trudnym darem dla ludzi i w różnorodny sposób poranił swoich bliskich czy znajomych, to diabelską pokusą będzie rozpamiętywanie i rozpowiadanie przez nich doznanego zła i podsycanie niechęci, utwierdzanie ich w poczuciu krzywdy, a w konsekwencji niedopuszczanie do przebaczenia. W tym przypadku szkoda jest także obopólna. Zmarłemu wydłuża się oczyszczenie, a żyjący zamykają się w kręgu zła i ciemności, blokując się tym samym na właściwe rozeznawanie woli Bożej „Kto swojego brata nienawidzi, żyje w ciemności i działa w ciemności, i nie wie dokąd idzie, ponieważ ciemności dotknęły ślepotą jego oczy” (1J, 2, 11). Ujawnia się tutaj wyraźna aktywność złego ducha jako oskarżyciela(!) i księcia ciemności. Tak więc, chociażby doznana krzywda była niezaprzeczalnym faktem i może nawet bardzo bolesnym, to jednak jesteśmy przez wiarę wezwani do miłowania nawet nieprzyjaciół, a miłość nie rozpamiętuje zła i nie unosi się gniewem (por. Mt 5, 43-48; 1 Kor 13, 5). „Gniewajcie się, ale nie grzeszcie – napominał Efezjan św. Paweł – niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce! Ani nie dawajcie miejsca diabłu! (...) Niech nie wychodzi z waszych ust żadna mowa szkodliwa, lecz tylko budująca, zależnie od potrzeby, by wyświadczała dobro słuchającym. I nie zasmucajcie Bożego Ducha Świętego, którym zostaliście opieczętowani na dzień odkupienia. Niech zniknie spośród was wszelka gorycz, uniesienie, gniew, wrzaskliwość, znieważenie – wraz z wszelką złością. Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni! Przebaczajcie sobie, tak jak i Bóg nam przebaczył w Chrystusie” (Ef 4, 26-32).

Następną aktywnością diabła na szkodę dusz jest przeszkadzanie w modlitwie za zmarłych. Może ono przyjmować różne formy: od zniechęcenia, lekceważenia, banalizowania (czyli redukowania do poziomu żartobliwych bądź ludowych opowiastek) aż do nękania i wzbudzania lęku przed zmarłymi. Bardzo znamienne zdarzenie, które miało miejsce nocą z 1 na 2 listopada, opisała św. Teresa z Avila: „Będąc w oratorium, po odmówieniu nokturnu, gdy wypowiadałam znajdujące się po nim bardzo pobożne modlitwy, które mamy w naszym brewiarzu, demon znalazł się nad moją książką, abym nie mogła dokończyć tej modlitwy. Ja przeżegnałam się, i on odszedł. A gdy zaczęłam jeszcze raz, znowu powrócił. Wydaje się, że zaczynałam tak ze trzy razy i nie mogłam dokończyć, dopóki nie pokropiłam tam wodą święconą. W tejże chwili zobaczyłam, że kilka dusz wychodzi z czyśćca, gdyż musiało brakować im niewiele, i pomyślałam, że demon zamierzał temu przeszkodzić” (Św. Teresa od Jezusa. Doktor Kościoła. Księga mojego życia, 31, 10).

Zastraszanie w skrajnych przypadkach może się przejawiać przez psychiczne i fizyczne nękanie. Lecz wiedzmy, że tego typu zmagania ze złym duchem zdarzają się bardzo rzadko i dotykają tylko tych osób, które Pan Bóg do tego przygotował swoimi łaskami, uzdalniając tym samym do poniesienia przez nich takiej ofiary dla dobra dusz zarówno żyjących, jak i zmarłych. Doświadczali tego między innymi: św. Jan Bosko, św. Jan Maria Vianney, św. o. Pio, św. Faustyna, Natuzza Evolo. Dlaczego? Wyjaśnia to bł. Anna Katarzyna Emmerich: „Żadne wspomaganie cierpiących nędzę – zapewnia – nie dokonuje się bez walki i zmagań. Dlatego, gdy byłam jeszcze małym, zdrowym dzieckiem, a potem krzepkim dziewczęciem i modliłam się nad grobami na kościelnych cmentarzach, wtedy złe duchy, a nawet sam Nieprzyjaciel, często mi przeszkadzał, straszył mnie i maltretował. (...) Bóg dał mi jednak tę łaskę, że nie dałam się zastraszyć i nigdy nawet na jeden włos nie ustąpiłam Nieprzyjacielowi, a tam gdzie mi przeszkadzano, podwajałam swoje modlitwy. O, ileż podziękowań otrzymałam od moich dusz czyśćcowych! Ach gdyby tak wszyscy ludzie zechcieli dzielić ze mną tę radość! Jakiż bezmiar łask jest na ziemi! Zapomina się jednak o nich i marnuje się je, gdy tymczasem dusze czyśćcowe tak usilnie się ich dopraszają” (Bł. Anna Katarzyna Emmerich, Tajemnice czasów ostatecznych, s. 77).

Dlaczego diabeł odwodzi żyjących od niesienia pomocy zmarłym?

Diabeł nie ma żadnego upodobania w jakimkolwiek dobru, bo ono od Boga pochodzi i do Boga zmierza. Również pomoc zmarłym w oczyszczeniu duszy niewątpliwie należy do wielkich dóbr, gdyż przyczynia się do większej chwały Bożej. Każdy zmarły ocalony przed potępieniem i uwolniony z czyśćca to ogromna porażka dla zgubnych planów złego ducha – zwłaszcza, gdy ktoś mu się wymknął w ostatnich chwilach życia. Nie mogąc go zatracić, demon mści się, wlewając w serca ludzi żyjących obojętność czy oziębłość względem losu takich zmarłych. Jego perfidne działanie polega również i na tym, że będzie utwierdzał nas w przekonaniu, iż po tak haniebnym życiu na pewno ktoś poszedł do piekła. Wówczas tracimy motywację do modlitwy za takie osoby. Czyż nie docierają do nas wieści (prawdziwe bądź fałszywe, ale przeważnie niemożliwe do zweryfikowania) o osobach bardzo znanych, a zarazem mocno uwikłanych w zło? Ich grzechy są jawne, znane, gorszące. Czyż nie kusi nas, by umieścić ich wśród potępieńców? Może ich czyny o tym świadczą, ale osąd do nas nie należy! Skoro sam Pan Jezus powiedział, że Ojciec nie po to posłał Go na ziemię, aby świat potępił, lecz po to, aby go zbawił (por. J 3, 17), to i my nie powinniśmy nikogo z umarłych wykluczyć z kręgu zbawionych. Wręcz należałoby wówczas z tym większą gorliwością spieszyć ze swoją modlitwą i dobrymi uczynkami.

Kolejną przyczyną, dla której złe duchy chcą, by zmarli pozostawali w cierpieniu jest nienawiść do Chrystusa, który całkowicie pokrzyżował (!) im plany. Przecież Syn Boży objawił się światu, aby zniszczyć dzieła diabła (por. J 3, 8). Nie na darmo jedno z określeń szatana to antychryst (Cz. Bartnik, Dogmatyka katolicka, s. 484). Mistycznym Ciałem Chrystusa jest Jego Kościół. Jeżeli Kościół cierpi to wraz z nim cierpi Chrystus. Czyściec, to Kościół cierpiący, poddany bolesnemu oczyszczeniu z brudu nieodpokutowanych grzechów. Cierpienie Chrystusa rozciąga się na jego mistyczne członki. Stąd im mniej modlitw za zmarłych tym mniej ulgi dla cierpiącego Chrystusa, a w konsekwencji wielkie zadowolenie demonów.

Nie dawajmy więc złemu duchowi powodów do zadowolenia. Wspomagajmy zmarłych cierpiących w czyśćcu wiedząc, że obok modlitwy w intencji nawrócenia grzeszników jest ona najmilsza Bogu.

s. Anna Czajkowska WDC

Kwartalnik „Do Domu Ojca”, rok XVIII nr 1 (69) I-III 2018



Wdzięczność dusz czyśćcowych

Zagadnienie wdzięczności dusz czyścowych jest dla nas kolejną okazją do pokornego stanięcia w obliczu tajemnicy wiary w życie wieczne i w obcowanie świętych. Na pewno świętych? Przecież dusze czyśćcowe nie są jeszcze w niebie. Tak, ale są już zbawione, chociaż jeszcze nie w pełni oczyszczone. Z dawniejszych opracowań czy świadectw dotyczących czyśćca dowiadujemy się, że określenie święte dusze czyśćcowe, było stosowane dosyć często. Dawało ono jasną przesłankę wiernym, że skoro są święte, to można je prosić, aby wstawiały się do Boga za żyjącymi. Obecnie miewamy co do tego wątpliwości, gdyż nierzadko możemy spotykać się z opinią, że zmarli cierpiący w czyśćcu pomogą nam dopiero, gdy dzięki naszym modlitwom pójdą do nieba. Tymczasem już z czyśćca mogą nas wspierać, a niewątpliwie, gdy osiągną niebo, wówczas ich wstawiennictwo będzie jeszcze skuteczniejsze: „Módl się usilnie za mnie – przynaglała zmarła s. Gabriela swoją żyjącą współsiostrę – abym prędko znalazła się u celu tak wielkich i tak długo mnie dręczących pragnień! Będę ci bardziej użyteczna w niebie, niż tutaj” (Rękopis z czyśćca, Michalineum 1999, s. 50).

We wspólnocie świętych

Świętość to nic tylko niebiańska szczęśliwość. Każdy człowiek żyjący, trwający w stanie łaski uświęcającej, miłujący Boga i bliźnich też należy do grona świętych (por. Leksykon teologii fundamentalnej, Lublin 2002, s. 1205-1208). Często o tym zapominamy, albo po prostu nic uświadamiamy sobie tej prawdy. Świętość polega na trwaniu w Chrystusie i życiu na Jego wzór. Dlatego też każdy, kto z Nim przekroczył próg wieczności, umarł szczęśliwie, Rozum, wola, wszystkie władze duszy od tego momentu są całkowicie zorientowane na Boga i Jemu poddane. Jedyną zmianą, która może się jeszcze dokonać po śmierci dotyczy serca. Jeżeli nie było ono w pełni oczyszczone, zmarły, poznaje to w Bożym świetle i przyjmuje z wdzięcznością dar ognia miłości Bożej, w której będzie dojrzewał do nieba. Chociaż nie widzi Boga, to jednak Go doświadcza jako Tego, za którym boleśnie tęskni i którego całym sobą pragnie. Jak więc można by było odmówić im miana świętych? Skoro o żyjących, którzy mogą jeszcze ulec pokusie i skierować się ku złu, można to powiedzieć, gdy trwają w łasce Bożej, to tym bardziej o tych, którzy po śmierci – poprzez cierpienie czyśćcowe – podążają ugruntowaną i pewną drogą do nieba.

W Katechizmie Kościoła katolickiego czytamy, żc Kościół jest komunią (wspólnotą) świętych – również wspólnotą osób świętych w Chrystusie, „który umarł za wszystkich, tak że każdy czyn lub cierpienie w Chrystusie i dla Chrystusa przynosi owoce wszystkim” (KKK, 960-961). Stąd możemy być pewni, iż spiesząc z pomocą duszom czyśćcowym będziemy również mogli czerpać z ich skutecznego wstawiennictwa za nami (por. KKK 958).

Na płaszczyźnie wiary

Jest to jedyny bezpieczny obszar umożliwiający kontakt ze zmarłymi cierpiącymi w czyśćcu. Tylko pozostając w kręgu wiary będziemy mieć pewność, że nic wchodzimy w relację ze złymi duchami podszywającymi się pod naszych bliskich zmarłych. Trwając w nauce Kościoła nigdy nic powinniśmy wywoływać duchów zmarłych (KKK 2116-2117).

W żadnym ze świadectw świętych odnośnie do relacji z duszami czyśćcowymi nie spotkamy takiego przypadku, by ktoś pragnął przychodzenia zmarłych, widzenia ich czy słyszenia. Inicjatorem tych duchowych doświadczeń jest Pan Bóg, a nie człowiek, bo dusze wiernych zmarłych są w ręku Boga (por. Mdr 3, 1-9) i nie pojawią się one na nasze żądanie. Jeżeli na seansach spirytystycznych żyjący widzą, bądź słyszą kogoś, to na pewno nie są to zmarli cierpiący w czyśćcu, ani święci z nieba, ale wyłącznie złe duchy, które są zawsze gotowe na każde ludzkie wezwanie. Demony mogą się nawet przyoblec w postać naszej zmarłej osoby, byleby tylko nas zwieść i wprowadzić w błąd.

Dlatego należy być ostrożnym i nie eksperymentować w kontaktach ze zmarłymi przy pomocy jakichkolwiek technik. Nasza wiara ukazuje nam właściwy kierunek i sposób odniesień do świata zmarłych. Kościół zaleca żyjącym, by ofiarowali duszom czyśćcowym modlitwę, post, jałmużnę i odpusty. Stwierdza też, iż możemy prosić zmarłych o wstawiennictwo u Boga w swoich ziemskich sprawach. Trzeba się tego trzymać jak steru, aby nie zboczyć z właściwego rejsu i nie narazić się na duchowe rozbicie o skały okultystycznych praktyk albo – w najlżejszym przypadku – na utknięcie na mieliźnie fałszywych wyobrażeń o wieczności.

Niezawodne budzenie?

Chyba najbardziej znanym z doświadczenia sposobem odwdzięczania się zmarłych za modlitwę w ich intencji jest poranne budzenie. Potrafią skutecznie poderwać z łóżka największych śpiochów. Przed laty, pewna dziennikarka podzieliła się ze mną zdarzeniem z tym związanym. Ponieważ z nadmiaru pracy prowadziła bardzo nieregularny tryb życia bywało, że zasypiała nad ranem, a budziła się koło południa. Okazało się pewnego dnia, że musi udać się w sprawach służbowych w podróż, a pociąg ma tak wcześnie rano, że musi wstać o czwartej, żeby zdążyć dotrzeć na dworzec. Nie posiadała budzika, bo często pracowała w domu, a gdy udawała się do wydawnictwa to nigdy nie robiła tego o poranku. Obawiała się więc, czy się obudzi o odpowiedniej godzinie. Wówczas przypomniała się jej zasłyszana kiedyś historia, że dusze czyśćcowe skutecznie budzą. Pomodliła się za nie przed udaniem się na spoczynek i zasnęła. W pewnym momencie usłyszała, że ktoś ją woła po imieniu, ale myśląc, że to sen, nie zareagowała, nie otwierając nawet oczu. Wówczas poczuła tak mocne szarpnięcie za ramię, że od razu stanęła na równe nogi. Spojrzała na zegarek – była czwarta rano! Po powrocie ze służbowej podróży moja rozmówczyni była bardzo wdzięczna duszom za obudzenie, ale na wypadek gdyby kiedyś jeszcze musiała wstawać tak wcześnie, kupiła sobie budzik.

Podobnych zdarzeń można opisywać bardzo wiele. Są także takie osoby, które tylko i wyłącznie polegają na czyśćcowym budzeniu. W ich życiu modlitwa za zmarłych i doświadczanie ich opieki jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. W takim przypadku budzenie jest równie naturalne – po prostu przychodzi właściwa godzina i otwierają oczy. Ale redukowanie wdzięczności dusz czyścowych tylko do roli swoistego budzika trącałoby o banał i może dla wielu byłoby zwyczajnym infantylizmem. Dlatego warto spojrzeć na to zagadnienie z nieco głębszej strony.

Budzenie serca

Dusze czyśćcowe, odpowiedzą na świadczone im dobro również obudzeniem duchowym. Może nic zawsze w sposób tak niezwykły jak to jest opisane w Rękopisie z czyśćca, ale na pewno skuteczny. Jeżeli ktoś czyta czy słucha świadectw świętych i mistyków nic tylko z ciekawości, ale jako duchową lekturę, to niemożliwe, by nie zaczął się zastanawiać nad swoim życiem, nad tym czy na pewno wystarczająco pokutuje za grzechy, czy we właściwy sposób podejmuje decyzje, czy przebacza, czy troszczy się o swoje życie wieczne. W tym miejscu ponownie posłużę się przykładem. Wiele lat temu, gdy jeżdżąc do różnych parafii z książeczkami o czyśćcu, aby zachęcać ludzi do modlitwy za zmarłych, poruszyłam też kwestię potrzeby zadbania o swoją wieczność, aby nie musieć tak cierpieć po śmierci. Po Mszy św., gdy rozprowadzałam publikacje, podeszła do mnie młoda kobieta. Nic nie mówiąc, wyciągnęła w moim kierunku dłoń, w której coś trzymała. W odpowiedzi na jej gest zrobiłam to samo, trzymając swoją dłoń otwartą i patrząc na jej smutną twarz oczekiwałam na ewentualny dar. Wówczas, ku mojemu zdziwieniu, ta kobieta położyła na mojej dłoni złoty pierścionek z jakimś szlachetnym kamieniem, i nadal nic nie mówiąc, odeszła. Nie wiedziałam co to miało znaczyć, ale po dłuższym zastanowieniu pomyślałam, że mógł to być gest świadczący o obudzeniu tej osoby. Może podjęła decyzję o zerwaniu zaręczyn z kimś, kto dla niej opuścił swoją małżonkę i dzieci? Może zrozumiała, że nic warto ryzykować utraty nieba dla krótkotrwałego ziemskiego szczęścia? Nie wiem i pewnie nigdy się nie dowiem, ale jej dar zawiozłam na Jasną Górę jako wotum dziękczynne z prośbą, aby Matka Boża miała ją w swojej szczególnej opiece.

Raczej rzadko docierają do nas świadectwa nawróceń wywołanych zetknięciem z duszami czyśćcowymi, ale jest ich niemało. Niektóre opisane są w książce Marii Simmy pt. Moje przeżycia z duszami czyśćcowymi. Cały Rękopis z czyśćca jest ukazaniem troski zmarłej zakonnicy o doprowadzenie do świętości swojej żyjącej współsiostry.

Zdarza się, także, iż zmarli niepokoją swoich bliskich, dając o sobie znać, aby pobudzić ich do poprawy życia. Może to się dokonywać przez wewnętrzny głos słyszany w sercu. Takie doświadczenie miała pewna kobieta, która przez wiele lat nie modliła się i nie przyjmowała sakramentów świętych. Jej matka z ubolewaniem patrzyła na to jej postępowanie, modląc się i powtarzając często – głównie w niedzielę: „Idź do kościoła”. Oczywiście słowa matki pozostawały bez żadnego echa. Gdy przyszedł moment śmierci matki, a potem pogrzebu, jakby przymuszona, uczestniczyła w obrzędach katolickiego pochówku, bez spowiedzi i bez przyjęcia Komunii św. Po powrocie do domu wróciło wspomnienie słów stroskanej matki: „Idź do kościoła”, wiec wyszła na spacer, żeby o tym nie myśleć. Ale, gdy ponownie weszła do mieszkania słowa wróciły. Przez kolejne dni powtarzało się to uparcie ile razy przekraczała próg domu. Myślała nawet, że ma problem z psychiką. Nie mogła spać, ani odpoczywać w domu. Dręcząca prośba matki dawała się zagłuszyć tylko poza domem. Wreszcie w którąś niedzielę postanowiła pójść do spowiedzi po kilkudziesięciu latach życia bez Boga. Kiedy po spowiedzi i Mszy św. wróciła do domu już nie słyszała głosu matki. Zrozumiała wówczas, że to nic chora psychika, ale Boże działanie. Pan Bóg pozwolił zmarłej matce, aby w taki sposób nakłoniła córkę do porzucenia grzesznego życia.

Jest też wiele osób, które doświadczyły duchowego obudzenia już samym faktem śmierci kogoś bliskiego, bez konieczności jakichś nadzwyczajnych zdarzeń. Śmierć bowiem, chociaż dotyczy na razie innych i tak zawsze konfrontuje nas z pytaniami o swoją wieczność, o jakość i sens doczesnego życia (por. św. Małgorzaty z Kortony).

Dusze pomagają?

Stwierdzenie, że dusze czyśćcowe odwdzięczają się żyjącym wymaga istotnego dopowiedzenia. Zawsze Tym, który świadczy dobro człowiekowi jest Trójjedyny Bóg. To od Niego pochodzą wszelkie łaski łącznie z tą, że możemy być w relacji z tymi, którzy zakończyli już swoje ziemskie pielgrzymowanie. Aniołowie, święci i dusze czyśćcowe mogą uczynić tylko to, i w taki sposób, jaki odpowiada Bożym zamiarom. Dlatego modląc się za dusze czyśćcowe i prosząc jednocześnie o ich ingerencję, pamiętajmy, że zmarli po prostu wstawiają się za nami, a dar zawsze pochodzi z miłosiernego Ojca.

Tak, jak Pan Bóg się posługuje wszystkimi bytami stworzonymi, tak też czasami spełnia nasze prośby za pośrednictwem zmarłych cierpiących w czyśćcu. Niekiedy nawet daje to, o co nie prosimy. Na przykład Natuzza Evolo wyznała, że na beatyfikację Ojca Pio w bilokacyjną podróż zabrały ją właśnie dusze czyśćcowe. Natuzza w tym samym czasie przebywała w Paravati i w Rzymie (por. Luciano Regolo, Stygmatyczka, s. 193- 194). Nie było to jednak na jej prośbę. Nigdy nie wymuszała na Bogu żadnego z charyzmatów ani nadzwyczajnych zjawisk, którymi tak hojnie była przez Niego obdarowana.

Gdy czytamy o takich wydarzeniach nasuwa się pytanie: Jak to się dzieje, że dusze czyśćcowe, nie posiadając cia­ła, mogą nas dotykać, mówić do nas, przenosić, przesuwać przedmioty, włączać światło w mieszkaniu, pukać w drzwi itp.? Może niekoniecznie trzeba znać odpowiedź. Oczywiście można jej poszukiwać, ale i tak w końcu trzeba będzie się zgodzić na tajemnicę i tylko częściowe poznanie, gdyż: „Nieśmiałe są myśli śmiertelników i przewidywania nasze zawodne, bo śmiertelne ciało przygniata duszę i ziemski przybytek obciąża lotny umysł. Mozolnie odkrywamy rzeczy tej ziemi, z trudem znajdujemy, co mamy pod ręką – a któż wyśledzi to, co jest na niebie?” (Mdr 9, 15-17).

Lęk przed zmarłymi

Dlaczego miewamy opory, by spać w pokoju, w którym ktoś umarł? Dlaczego bywa, że pozbywamy się łóżka, na którym skonał? Dlaczego czujemy się nieswojo, gdy zostajemy sami przy zwłokach zmarłego? Skąd to wszystko? Wydaje się, że najczęściej z wyobraźni podsycanej obrazami z ludowych opowieści i horrorów. Co zrobić, aby się nic bać?

Pierwszą prawdą, która powinna do nas dotrzeć jest ta, że śmierć nie zmienia człowieka w jakiś nieokreślony byt duchowy. Ogołaca ją jedynie z materialnego ciała. Niejednokrotnie przecież mamy możliwość widzieć czyjeś zwłoki przygotowane do pochówku albo nawet towarzyszyć komuś umierającemu. Wówczas stajemy wobec czegoś niepojętego. Przecież przed chwilą ten oto człowiek żył: mówił do nas, albo patrzył, oddychał, a teraz leży tylko jego blade, pozbawione oznak życia ciało. Ale jest to ciało nam znane, bliskie, bo przecież przez wiele lat te dłonie pozwalały doświadczać od tej osoby czułości i troski; bo zamknięte teraz oczy niejednokrotnie radowały się na nasz widok; bo te usta tak wiele razy całowały nas na powitanie...

To jest ciało mamy, taty, męża, żony, dziecka... Nie stało się ciałem kogoś innego... Podobnie jest z duchową częścią ludzkiego istnienia. Podobnie, bo do końca nie wiemy jak to jest. Duchowej rzeczywistości nie widzimy swoim cielesnym wzrokiem. Niektórzy teologowie mówią, że po śmierci będziemy posiadać ciała duchowe, ale czy tak jest naprawdę i jak by one miały wyglądać? Nie wiadomo. Niemniej jednak zmarły to nadal ta sama osoba o konkretnym imieniu i nazwisku wraz z wszelkimi rodzinnymi i społecznymi powiązaniami.

Śmierć nie znosi naszej bytowej odrębności. Nie ma takiej drugiej osoby jak ta, która odeszła. Jest tylko jedna, jedyna, z całym duchowym bogactwem bądź ubóstwem swego ziemskiego życia. Dlatego np. św. Ojciec Pio widywał zmarłych zakonników pokutujących tam, gdzie zgrzeszyli przeciwko regule (por. Alessio Parente, Ojciec Pio a dusze czyśćcowe, Łódź 2002, s. 63, 97). Z powodu tego związania z ziemią niektórzy zmarli nie osiągną radości nieba dopóki skrzywdzeni przez nich ludzie nie podarują im przebaczenia (por. Maria Simma, Moje przeżycia z duszami czyśćcowymi, Warszawa 2005, s. 67-68).

Gdyby ustawały wszelkie relacje z żyjącymi, gdyby zmarły przekształcał się w jakiegoś nieokreślonego ducha, to brak pojednania z ludźmi nie miałby żadnego znaczenia, a okazuje się, że ma, i może długo obciążać serce zmarłego. Skoro człowiek umierając zachowuje swoją tożsamość, to dlaczego kochając nas za życia, miałby po śmierci straszyć? A nawet gdyby to był ktoś, kto zagrażał nam w jakiś sposób, gdy żył, to po śmierci, gdyby mógł, położyłby nam niebo u stóp, abyśmy tylko westchnęli za nim do Pana Boga i w ten sposób ulżyli cierpieniom, które wypalają w jego sercu ten brak miłości.

Dusze czyśćcowe nie straszą

Tak. Nie straszą. One tylko proszą o pomoc, posługując się językiem niekoniecznie dla nas zrozumiałym. Niejednokrotnie ten przekaz jest dla nas trudny w odbiorze, wzbudza lęk. Jednak wiedzmy, że gdyby dusze chciały nas straszyć, to działałyby na własną szkodę, bo nic otrzymałyby od nas pomocy. Nie wiemy dlaczego nie każdy zmarły cierpiący w czyśćcu może po prostu do nas mówić. I na próżno stracimy niepotrzebnie czas próbując rozwikłać tę tajemnicę. Lepiej poświęcić go na odnalezienie klucza do tego zaszyfrowanego przekazu.

Nie poddawajmy się lękowi, który ze zrozumiałych względów może się pojawić, gdy np. na naszych oczach chleb leżący na stole samoistnie się przemieszcza i uderza o ścianę. Nie jest to zwykły widok. Na ogół coś takiego się nie zdarza, więc reagujemy strachem. I jest to całkiem normalna reakcja. Ojciec Pio na początku swoich doświadczeń ze zmarłymi też się ich bał. Podobnie reagowała też św. Faustyna czy Natuzza Evolo. Ważne, abyśmy nie zatrzymywali się na samym odczuciu strachu. Nawet, gdy nie podejmiemy duchowego wysiłku, by rozkodować ten swoisty język, którym dusze czyśćcowe zwracają się do nas o pomoc, to odpowiedzmy po prostu modlitwą – taką, która jest nam samym najbliższa. Możemy też poprosić kapłana, by odprawił Mszę św. Akurat ta osoba, która opowiadała o chlebie (zdarzenie dwukrotnie się powtórzyło w podobny sposób, gdy przebywała w domu swoich znajomych) dosyć szybko odgadła o co chodzi. Chleb to pokarm. Chleb to też Eucharystia, więc zrozumiała, że jakiś zmarły prosi o Mszę św. Po odprawieniu Eucharystii nigdy więcej z chlebem nic się nie działo i w ogóle był to jedyny przypadek prośby dusz czyśćcowych, której doświadczyła w swoim życiu. Prawdopodobnie domownicy nie byli w stanie „usłyszeć” próśb zmarłego, więc gdy trafił się ktoś głębiej wierzący i bardziej wrażliwy, Pan Bóg dał łaskę znaku i daru rozeznania. Nic zawsze taka sytuacja zwiastuje, że odtąd będą przychodziły jeszcze inne dusze. Tego też się nie obawiajmy. A gdyby przychodziły i byłoby to dla nas za trudne, to przecież zwyczajnie możemy poprosić Pana Jezusa, żeby nam tego oszczędził, bo i bez tych znaków będziemy się codziennie modlić za zmarłych. Na pewno zostaniemy wysłuchani.

Dosyć częstym sposobem „przemawiania” dusz czyśćcowych są hałasy: np. trzaśnięcia drzwiami, stukanie, chodzenie po domu. Pewien kapłan opowiadał, że na jednej z parafii, gdzie był wikariuszem, co roku, gdy zbliżał się listopad wszyscy kapłani słyszeli w nocy stukanie w drzwi, a nawet kopanie. Gdy otwierano nigdy nikogo nie było. Okazało się, że parafialne budynki znajdowały się na terenie dawnego, nieistniejącego już cmentarza protestanckiego, więc księża rozeznali to jako prośbę o ich szczególne modlitwy i Msze św. za zmarłych, których ciała pochowano w tym miejscu.

Zawsze warto podjąć staranie, by ustalić przyczynę domniemanych nadzwyczajnych zdarzeń, bo nie wszystkie odgłosy pochodzące z zewnątrz, których nie potrafimy wytłumaczyć, to znaki z czyśćca. Kiedyś uczniowie mieszkający w bursie szkolnej na trzecim piętrze słyszeli w nocy stukanie w szybę. Nikt nie odważył się wstać, żeby podejść do okna. Następnej nocy podobna sytuacja, więc narastał strach, bo przecież jak to można wytłumaczyć? Środek nocy i słyszane przez kilka osób wyraźne stukanie. W końcu ktoś się odważył i podszedł do okna. Co zobaczył? Gołębie dziobiące w parapet. Przypomina się tu znane powiedzenie: Strach ma wielkie oczy”.

Nie jest możliwe wyszczególnienie wszystkich sposobów zwracania się dusz czyśćcowych o pomoc. Jest ich tak wiele i tak różnorodnych, że pogubilibyśmy się w gąszczu interpretacji. Ale warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden – chyba najbardziej subtelny i delikatny, i raczej powszechnie akceptowany, czyli na sny. Oczywiście sny są tylko snami i zawsze mogą być wyłącznie produktem naszej podświadomości – możemy w nich widzieć, to co tkwi w naszych emocjach i myślach albo to, co chcemy zobaczyć. Jednak z tego powodu nic należy ich bagatelizować ponieważ mowa snów jest o wiele bardziej czytelna dla ludzi niż inne formy przekazu od dusz czyśćcowych. Przede wszystkim nie powodują w nas strachu, ale pobudzają do refleksji i działania. Nic musimy ich nawet do końca rozumieć. Wystarczy, gdy na sen, w którym pojawia się jakiś zmarły, odpowiemy modlitwą albo dobrymi uczynkami, albo np. postem. Wówczas, nawet gdyby to była tylko nasza podświadomość, a nie realny przekaz, ktoś ze zmarłych na pewno z tej pomocy skorzysta. Nasz dar zostanie przyjęty przez Boże miłosierdzie i podarowany komuś cierpiącemu w czyśćcu.

Zdarza się także, żc obrazy pojawiające się w snach trzeba zinterpretować, bo mimo modlitw zanoszonych za zmarłego, sny wciąż się powtarzają. Należy wówczas zastanowić się, co było słabą stroną tej osoby, gdy jeszcze żyła. Czy nie zaniedbywała korzystania z sakramentów? Czy ceniła sobie Eucharystię? Jak wyglądały relacje z rodziną i innymi ludźmi? Pewna kobieta opowiadała, że uporczywie, już kilka lat śni się jej zmarła mama, która opiera się o jej ramię. Ona w tym śnie odczuwa przez to ogromny ciężar do tego stopnia, żc po przebudzeniu fizycznie czuje się zmęczona. Nie rozumiała czego mama od niej jeszcze chce. W trakcie rozmowy okazało się, że zmarła była osobą bardzo kłótliwą i odeszła bez pojednania z sąsiadkami. Można więc domyślać się, żc córka była jej jedyną szansą na dotarcie do żyjących osób z prośbą o przebaczenie. Gdyby chciała spełnić prośbę matki powinna udać się do tych ludzi i w imieniu zmarłej mamy przeprosić ich oraz poprosić o przebaczenie.

Boże przyzwolenie

Nie każda dusza czyśćcowa ma możliwość zwracać się do żyjących o pomoc, choćby np. przez sen. Wiedzmy, że jest to specjalna łaska, którą najprawdopodobniej zmarły wysłużył sobie za życia, albo ktoś z żyjących mu wymodlił. Dlatego, gdy ktoś po śmierci wcale się nie śni to niekoniecznie jest już w niebie. W Rękopisie z czyśćca jest opisany przypadek zakonnicy, która trzy lata była w stanie głębokiego oczyszczenia, z którego nie ma możliwości dania żyjącym żadnego znaku. Ponadto należy wiedzieć, żc bez Bożego przyzwolenia żadna dusza nie przyjdzie do nas i nie zobaczymy jej cierpiącej, jeżeli wcześniej nie zostaniemy do tego przygotowania Bożą łaską. W ogóle rzadko takie sytuacje mają miejsce. Dlatego nie bójmy się, ale też nie czekajmy na szczególne znaki, aby pospieszyć z niesieniem pomocy duszom czyśćcowym. Każdy katolik na mocy wiary wezwany jest do czynienia miłosierdzia, a więc i do modlitwy za zmarłych.

Wymagane: „tak”

Łaska Boża, choćby najpiękniejsza, niekiedy nas przerasta i nie potrafimy od razu na nią odpowiedzieć. Potrzebujemy trochę czasu, by do niej dorosnąć. Stąd, gdy zauważymy, że trudno nam sprostać formom wspomagania zmarłych, do których się zobowiązaliśmy jakąś pochopną obietnicą, trzeba po prostu wrócić do mniejszych zobowiązań i nie robić sobie z tego powodu wyrzutów sumienia. Każda, nawet najkrótsza modlitwa, pomaga zmarłym. Wystarczy, że sercem wolnym od obciążeń grzechem śmiertelnym, skierujemy ją do Boga z miłością ku Niemu i zmarłym, którym pragniemy pomóc.

Nasza pomoc zmarłym

Jest ona kierowana wyłącznie do dusz czyśćcowych i tylko do nich dociera, bo idącym po śmierci bezpośrednio do nieba żadna pomoc nie jest potrzebna. Sami zdołali otworzyć się w życiu ziemskim na Bożą miłość w takim stopniu, by jej mocą w pełni odpokutować za swoje grzechy. Odeszli z czystymi sercami, więc nic nie przeszkadza im w widzeniu Boga i doświadczaniu pełni szczęścia wynikającego ze zjednoczenia z Nim. Pomoc nie jest potrzebna również potępionym, choć są to zmarli pogrążeni w najgłębszym, w niewyobrażalnym cierpieniu. Gdyby nawet ktoś się modlił za potępionych to nie przyniesie im ulgi, ponieważ oni już za życia wybrali sobie taką wieczność – bez Bożego światła i bez Bożej miłości. Odrzucili Boga, zamykając się tym samym na wszystko, co od Niego pochodzi – także na ludzkie miłosierdzie. Przecież nasza pomoc zmarłym wynika z miłości do Boga, stąd dociera tylko do tych, którzy odeszli z pragnieniem Boga w sercu.

Kto może pomóc?

Odpowiedź jest ważna, gdyż coraz więcej osób nie zdaje sobie sprawy z tego, że do skutecznego świadczenia miłosierdzia wobec dusz czyśćcowych konieczna jest odpowiednia dyspozycja duchowa, czyli – przede wszystkim – wolność od obciążeń grzechem śmiertelnym. Musimy więc być w stanie łaski uświęcającej, w jedności z Bogiem – Źródłem łaski – który uzdalnia nas swoją miłością do życia i działania zgodnie z Jego wolą, do czynienia dobra względem bliźnich: żyjących i zmarłych. Chociaż istnieją też czyny dobre i pobożne, które mogą pełnić ludzie trwający w grzechach, to nie mają one charakteru bezpośrednio zbawczego (por. Encyklopedia katolicka, t. 11, s. 398). Człowiek może dzięki nim dojść do swojego nawrócenia, ale nie dotrze z ich owocami do czyśćca. Taka możliwość otworzy się dopiero, gdy grzeszny człowiek sam zwróci się do Bożego miłosierdzia i uzyska od Niego przebaczenie grzechów.

Nie na darmo grzech ciężki nazywa się także śmiertelnym, bo wprowadza on człowieka w stan duchowej śmierci, odłącza go od Boga, od Źródła życia. Osoba skrępowana ciężkim grzechem nie może nikogo przybliżyć do Boga, bo sama jest od Niego oddalona: ktoś związany złem nie rozwiąże duszy czyśćcowej ze skutków nieodpokutowanego zła. Ujmując tę kwestię w sposób jeszcze prostszy można posłużyć się przykładem człowieka, który po rozwodzie ze swoją żoną wszedł w niesakramentalny związek z inną kobietą. Trwa on w grzechu cudzołóstwa, gdyż jego postępowanie przeczy przykazaniom Bożym (por. Pwt 5, 1-22; Mt 19,9). W sytuacji śmierci bliskiej osoby (np. matki czy ojca) musi mieć świadomość, że jego osobiste modlitwy czy dobre uczynki nic nie pomogą zmarłemu. Rozwodnik jest więźniem własnego grzechu, a do skutecznej pomocy duszom zmarłych wymagana jest wolność dzieci Bożych. Stan łaski uświęcającej jest właśnie tym darem „synostwa Bożego” i prowadzi do zjednoczenia z innymi osobami będącymi w jedności z Bogiem we wspólnocie Kościoła (por. Encyklopedia katolicka, s. 397).

Dusze czyśćcowe to Kościół cierpiący, któremu pomoc członków wspólnoty Kościoła pielgrzymującego może przyśpieszyć wejście do wspólnoty Kościoła chwalebnego. Jest to, w dużym uproszczeniu, ukazana komunia świętych, która dzięki Bożej miłości łączy mieszkańców ziemi, czyśćca i nieba.

Trzeba jednak nadmienić w tym miejscu, żc osoby uwikłane w ciężkie grzechy, mimo wszystko, mają możliwość dotarcia z pomocą duszom czyśćcowym przez poproszenie kapłana o Msze Święte dla nich. Eucharystia, jako uobecnienie zbawczej Ofiary Chrystusa, jest całkowicie niezależna od duchowej kondycji człowieka: zarówno kapłana sprawującego Mszę św. za zmarłych, jak i osoby proszącej o ten dar. Oczywiście wówczas nie będzie możliwe pełne uczestnictwo w Eucharystii, a więc i w samym darze. Ktoś z cierpiących w czyśćcu z tej pomocy skorzysta, ale ofiarodawca nic będzie miał z tego tytułu zasługi na życie wieczne. Szczegółowe wyjaśnienie tego zagadnienia zawarte jest m.in. w dziełach wielkiej mistyczki i stygmatyczki św. Katarzyny ze Sieny (por. Dialog o Bożej Opatrzności, Poznań 2001, s. 111-115). Wrócimy jeszcze do tego tematu przy omawianiu jałmużny.

Jak pomagać?

Na pewno z intencją właściwą człowiekowi wiary – z miłości do Boga i do dusz czyśćcowych, i w zjednoczeniu z odkupieńczą Ofiarą Chrystusa. Motyw ten to jakby lampa rozjaśniająca nasze drogi do Bożych tajemnic związanych z wiecznością. „Jaką bowiem można mieć łaskę, bracia umiłowani, bez miłości? – pytał św. Efrem w swojej homilii – każde dzieło jest wtedy do niczego. Nawet jeżeli ktoś zachowuje swoje dziewictwo, nawet jeśli pości, nawet jeśli spędza noce na czuwaniu i nawet jeśli się modli, i wydaje ucztę dla biednych, nawet jeśli przynosi Bogu ofiary albo składa pierwociny ze wszystkich swoich dóbr, nawet jeśli buduje kościoły albo robi cokolwiek innego – bez miłości nie zostanie u Boga policzone; nie zostanie potwierdzone” (Apokryfy Nowego Testamentu. Listy i apokalipsy chrześcijańskie, s. 201).

Człowiek sam z siebie nie ma dostępu do świata zmarłych cierpiących w czyśćcu, bo klucze śmierci i Otchłani ma Syn Człowieczy – Baranek – Syn Boga Najwyższego (por. Ap 1, 1-20). Tylko z Nim i w Nim możemy świadczyć miłosierdzie sięgające swoimi owocami poza granice ziemskiego życia, bo „Wszystkie nasze czyny – pisze św. Weronika Giuliani – mimo wszelkich usiłowań, nigdy nic będą miały wartości, jeżeli nie zjednoczymy naszego działania z działaniem Jezusa, naszego cierpienia z cierpieniami Jezusa. Tylko wtedy wszystko znajdzie upodobanie u Boga i będzie zasługujące, jeżeli nasze czyny będziemy wykonywali z czystą intencją, w zjednoczeniu naszej duszy z Bogiem i z zamiarem jednoczenia ich z Najświętszą Męką i zasługami Jezusa. On uzupełnia nasze niedoskonałe działanie, które nic nie znaczy, jeżeli my nie wyzwolimy się z samych siebie, ze swoich błędnych i lichych zamierzeń” (Czyściec Miłości, Citta di Castello-Italia, 1987, s. 29-30).

Świadomość, że skuteczność wszelkiej pomocy kierowanej przez nas w intencji dusz czyśćcowych zależy od zjednoczenia z Chrystusem utrzymuje nasze serca w pokorze – tak bardzo potrzebnej, by nie chlubić się przed sobą i innymi swoją wspaniałomyślnością. Czysta intencja bowiem, to chęć podobania się we wszystkim jedynie Panu Bogu. Stąd nasza pomoc zmarłym powinna być też wolna od myślenia o własnych korzyściach – czyli bezinteresowna. I chociaż wierzymy, że ich modlitewna wdzięczność nam towarzyszy i niekiedy nawet bardzo konkretnie jej doświadczamy, to nie dla tych profitów mamy pochylać się nad ich cierpieniem. Niezrozumienie tej kwestii czasami prowadzi do przedziwnych zachowań. Na przykład pewna kobieta przeczytała w jednej z książek zawierających świadectwa o relacjach żyjących ze zmarłymi, że jakiś mężczyzna kupił sto książek o czyśćcu i rozdał je za darmo ludziom, aby pobudzić ich do modlitwy za dusze czyśćcowe. Miał on chorą żonę i prosił zmarłych, aby modlili się do Boga o zdrowie dla niej. I rzeczywiście nastąpiło uzdrowienie jego małżonki. Dlatego ta kobieta zadzwoniła do mnie, żebym jej wskazała książkę, która czyni takie cuda! Gdy usłyszała, że nic nie wiem o takiej publikacji była bardzo rozczarowana, bo była gotowa również kupić sto egzemplarzy i rozdać, aby i w jej życiu wydarzył się cud.

Oczywiście możemy prosić dusze czyśćcowe o wstawiennictwo u Boga w naszych sprawach, ale na takiej zasadzie jak w relacjach przyjacielskich. Świadczymy sobie nawzajem dobro, ale trwamy również u boku przyjaciela, gdy za okazaną mu wierność będziemy musieli cierpieć, albo nawet coś stracimy, bo dla obojga przyjaciół celem ma być Dobro Najwyższe. Gdyby tylko dla określonych korzyści ktoś chciał się przyjaźnić, na pewno taka relacja nie będzie prawdziwa i nie wyda dobrych owoców.

Kolejnym aspektem czystej intencji jest ufność, bo na przykład skąd wiadomo czego zmarły potrzebuje? Zazwyczaj nie wiadomo. Nic muszę jednak wiedzieć, aby skutecznie pomagać. Wystarczy, że Pan Bóg to wie, bo i tak wszystkie ziemskie dary trafiają do Jego miłosiernych rąk i On sam nimi dysponuje dla dobra dusz czyśćcowych. Nawet, gdy kogoś polecamy imiennie w Mszy św., w modlitwie różańcowej, w wypominkach czy w czasie postu, nie mamy pewności, że akurat ten zmarły skorzystał z naszych darów. Ale dlaczego miałby nie skorzystać?

Tutaj właśnie jest miejsce na naszą ufność. Czyż Bóg, który ze swego miłosierdzia pozwala zmarłym dokończyć pokutę za swoje grzechy broniłby im dostępu do tego, co może im w tym pomóc? Z pewnością nie! Dobroć Boża tak sprawuje Opatrzność nad zmarłymi, że każdemu z nich udziela oczyszczających łask na miarę ich potrzeb i otwarcia serca. Może nie Eucharystia, ani Różaniec, ani post jest tym, na co oczekują nasi bliscy zmarli trwający w oczyszczeniu. Może brakuje im tylko jednego pobożnego westchnienia do Bożego miłosierdzia, aby doświadczyć ulgi w cierpieniu? (por. św. Mechtylda z Magdeburga, Strumień światła Boskości, VII, 49). Gdy ktoś pośle taki dar do czyśćca oni natychmiast to otrzymają, a z owoców naszych modlitw i umartwień Pan Bóg uczyni „schody” do wieczności dla innej duszy czyśćcowej, która właśnie na to czekała.

Pan Bóg zakrywa przed nami to wszystko, co związane jest z wiecznością nie dlatego, by nas udręczyć niepewnością, ale dla duchowego dobra zarówno żyjących, jak i zmarłych. Nie wiedząc czy nasi bliscy są już w niebie wciąż będziemy się modlić za nich, ogarniając miłosierdziem wszystkie dusze czyśćcowe – nawet te, za które ich rodziny się nie modlą. Taka hojność serca na pewno jest miła Panu Bogu i będzie zasługą na nasze życie wieczne.

Istotne dopowiedzenie

Pamiętajmy, że jakiekolwiek formy pomocy zmarłym cierpiącym w czyśćcu, których się podejmujemy, są potrzebne im samym, a nie Panu Bogu, by przez nie stał się bardziej miłosierny. Nasz Bóg jest zawsze i niezmiennie dobry, kochający, miłosierny i sprawiedliwy. Nie musimy „kupować” jego przychylności wobec dusz czyśćcowych. Te dary są potrzebne wyłącznie zmarłym, gdyż śmierć zamknęła im możliwość zasługiwania. Dajemy im to, czego zabrakło w ich życiu i co mogło być pokutą za ich grzechy, co mogło wypełnić ich serce Miłością. Odeszli z tej ziemi ze śladami niedoskonałego życia, obciążeni skutkami zła, które popełnili. Poznając prawdę o stanie swojej duszy dotkliwie cierpią z tego powodu i chociaż nic mogą już nic zmienić, to jednak mają nas – my możemy przyjść do Miłosiernego Ojca z tymi duchowymi dobrami, które z Jego łaski posiadamy, aby przyjął je dla ich oczyszczenia. I On je z radością rozdziela pomnażając ich wartość przez włączenie do skarbca zasług swojego Syna, zasług Najświętszej Maryi Dziewicy oraz wszystkich Świętych.

s. Anna Czajkowska WDC

Kwartalnik „Do Domu Ojca”, rok XIX nr 1 (73) I-III 2019



POST MODLITWĄ CIAŁA

Przez post rozumiemy powstrzymanie się od przyjmowania pokarmu w określonym czasie, ograniczenie ilości i jakości spożywanych pokarmów oraz wyrzeczenie się korzystania z godziwych dóbr i przyjemności.

Jego inspiracją powinno być przede wszystkim pragnienie pełniejszego otwarcia na Bożą miłość. Stąd, nawet gdy pościmy w intencji dusz czyśćcowych, powinniśmy to czynić ze względu na Pana (por. Za 7,5). Przecież oczyszczenie zmarłych ze skutków grzechów jest przede wszystkim Jego ogromnym pragnieniem oraz wyrazem Jego miłosiernej miłości. Dlatego pozwala nam, żyjącym, wstawiać się za zmarłymi duchowo i cieleśnie, by nasze modlitwy, umartwienia i pokuty stały się zadośćuczynieniem za zło, którego skutki zatrzymują ich w stanie cierpienia czyśćcowego.

Ta forma pomocy będzie szczególnie cenna dla zmarłych, którzy grzeszyli nieumiarkowaniem w różnych dziedzinach ziemskiego życia czy też popadli we wszelkiego rodzaju uzależnienia, którym sprzyjała zbytnia troska o ciało.

Forma praktyk postnych pozostaje do naszego wyboru. Może to być ograniczenie się do spożywania wyłącznie chleba i wody albo rezygnacja nawet z tak skromnego posiłku w ciągu całego dnia, aby w swoim ciele odczuć fizyczny głód i pragnienie, chłód i osłabienie, i prosić Jezusa, by złączył ten nasz dar ze swoim postem na pustyni i wzmocnił go swoimi zasługami, aby był przyjęty i pobłogosławiony przez Ojca jako zadośćuczynienie za zmarłych.

Nie każdy jednak będzie w stanie podołać takiemu wyrzeczeniu. Dlatego trzeba rozeznać jaka praktyka postna będzie dla nas najbardziej odpowiednia. Wielu autorów piszących o poście jest zgodnych co do tego, że może się on wyrażać także poprzez rezygnację ze spożywania ulubionych albo wyszukanych potraw; w ograniczeniu ich ilości – tak by po zakończeniu posiłku pozostawał niedosyt; w odmówieniu sobie jakiejś godziwej przyjemności; w jakiejś formie wstrzemięźliwości od spożywania napojów (picia alkoholu czy porannej kawy).

Ważną cechą chrześcijańskiego postu jest, aby był złączony z modlitwą i jałmużną: „Nikt nie powinien pościć dla chwały ludzkiej – pouczał św. Cezary z Arles – ale dla zyskania odpuszczenia grzechów lub dla wyproszenia miłosierdzia Bożego. W dniach postu rozdajmy przede wszystkim ubogim to, co zwykliśmy spożywać na obiad. Na nic się zda pościć cały dzień, jeżeli później (wieczorem) dusza zostaje przygnieciona słodyczą i obfitością pożywienia. Niechże zatem pokarm będzie umiarkowany, a żołądek nigdy nie będzie przepełniony. Myślmy zawsze bardziej o pokarmie serca niż o pokarmie ciała” (Ojcowie żywi XVII, św. Cezary z Arles, s. 263-264).

Ten wewnętrzny związek postu z modlitwą i jałmużną sprawia, że łatwiej jest zdobyć się na tę formę niesienia pomocy duszom czyśćcowym, gdyż nie koncentrujemy się na własnych siłach, ale na łasce Bożej, o którą prosimy w modlitwie. Nie liczymy też na wymierne skutki postu jak szczupła sylwetka czy zdrowsze ciało, albo grubszy portfel, ale z ufnością i pokorą składamy go w Boże dłonie, aby upiększył i ubogacił tych, których niedoli nie jesteśmy w stanie dostrzec cielesnym wzrokiem.

Trzeba także pamiętać, że każda forma postu umożliwia złożenie jałmużny. Na przykład czas, który zaoszczędzimy rezygnując z obejrzenia ulubionego serialu lub przeglądania witryn w internetowych sklepach, możemy przeznaczyć na odwiedzenie samotnej bądź chorej osoby. Bowiem w języku biblijnym termin jałmużna oznacza także współczucie, litość oraz otwarcie na różnorodne potrzeby człowieka cierpiącego niedostatek w dziedzinie duchowej, fizycznej czy psychicznej.

s. Anna Czajkowska WDC

Kwartalnik „Do Domu Ojca”, rok XIX nr 1 (73) I-III 2019



Listopad a odpusty


Odpust zupełny

Polega na całkowitym darowaniu przez Boga kary doczesnej pozostającej po odpuszczeniu grzechów. Dar odpustu zupełnego sprawia, że człowiek staje przed Bogiem w stanie całkowitej czystości – jak po chrzcie świętym, a więc dzięki Bożej łasce znika wszelka zmaza, która dotąd brudziła jego serce. Gdyby w tym momencie umarł, od razu mógłby dołączyć do grona zbawionych w niebie.

Odpust częściowy

Powoduje częściowe darowanie kary doczesnej za grzechy odpuszczone już co do winy w sakramencie pojednania. Papież Paweł VI nauczał, że „odpuszczenie kary doczesnej jest tym większe, im większa jest miłość działającego i im godniejsze dzieło” (Indulgentiarum doctrina, 10). Tak więc miara odpustu częściowego uzależniona jest od miary miłości, a tej zmierzyć nie sposób. Stąd musimy zgodzić się na niewiadomą – na tajemnicę znaną tylko Bogu. Do zyskiwania odpustów częściowych wymagany jest stan łaski uświęcającej i akt skruchy serca np. przez odmówienie: Spowiadam się Bogu wszechmogącemu albo Panie nie jestem godzien albo Psalmu 51 Zmiłuj się nade mną Panie.

Odpusty listopadowe

Zazwyczaj słyszymy o nich w kościele pod koniec października. Informuje się wówczas wiernych, że trzeba nawiedzić cmentarz w dniach 1-8 listopada i pomodlić się tam za zmarłych, będąc oczywiście w stanie łaski uświęcającej. Jest to jednak tylko część warunków, które trzeba spełnić, aby uzyskać w tym czasie odpust zupełny za zmarłych. Przede wszystkim należy wiedzieć, że do zyskania odpustu zupełnego w jakimkolwiek czasie (również w listopadzie) konieczne jest wypełnienie tzw. zwykłych warunków, którymi są:

  1. przystąpienie do sakramentu pojednania (do spowiedzi), aby być w stanie łaski uświęcającej;
  2. przyjęcie sakramentalnej Komunii Świętej;
  3. wyzbycie się przywiązania do jakiegokolwiek grzechu (nawet powszedniego); trzeba tu zaznaczyć, że dobrze odbyta spowiedź, poprzedzona solidnym rachunkiem sumienia, głębokim żalem za grzechy oraz szczerym postanowieniem poprawy dysponuje człowieka do tego, by osiągnął stan braku przywiązania do grzechów; ponadto należy starać się o zyskanie odpustu w jak najbliższym czasie po spowiedzi – wówczas mamy lepszą dyspozycję;
  4. wykonanie czynności obdarzonej odpustem (np. nawiedzenie cmentarza połączone z modlitwą za zmarłych w dniu Wszystkich Świętych i w całej oktawie tej uroczystości);
  5. modlitwa w intencjach papieskich (np.: Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo i Chwała Ojcu).

1-8 listopada – uroczystość Wszystkich Świętych i oktawa

Pamiętajmy, że w dniach 1-8 listopada – nawiedzając cmentarz i modląc się tam za zmarłych – trzeba jeszcze (będąc pojednanym z Panem Bogiem) każdego dnia pójść do kościoła, żeby przyjąć Komunię Świętą, zachowując w sercu dyspozycję braku przywiązania do grzechu, i odmówić modlitwy w intencjach papieskich. Jeżeli ktoś będzie wytrwały i gorliwy na tyle, by przez całą oktawę Wszystkich Świętych spełniać wymienione wyżej warunki, to aż ośmiu duszom czyśćcowym może podarować niebo, gdyż każdego dnia można zyskać jeden odpust zupełny za jedną osobę zmarłą cierpiącą w czyśćcu.

2 listopada – Dzień Zaduszny

Odrębnym odpustem za zmarłych jest odpust zupełny za pobożne nawiedzenie kościoła lub kaplicy w dniu 2 listopada, czyli we wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych. Nie ma w tym przypadku konieczności nawiedzania cmentarza, ale należy spełnić wyżej wymienione zwykłe warunki zyskiwania odpustów, a ponadto odmówić dodatkowo w kościele: Ojcze nasz i Wierzę w Boga.

Wierny, który 2 listopada wypełni wszystkie warunki związane z odpustami przewidzianymi na 1-8 listopada oraz nawiedzi kościół lub kaplicę odmawiając tam Ojcze nasz i Wierzę w Boga nie zyska w tym dniu dwóch odpustów zupełnych, ale tylko jeden!

Kwartalnik „Do Domu Ojca”, rok XVIII nr 1 (69) I-III 2018



Ofiarowanie dnia za zmarłych

Boże, nasz Ojcze i Odkupicielu dusz ludzkich! Przyjmij łaskawie na początku dnia pokorne błaganie za wszystkimi dziećmi Twoimi, które odeszły z tej ziemi w wierze, miłości i nadziei świętej. Zmiłuj się nad wszystkimi zmarłymi cierpiącymi czyśćcu i okaż im miłosierdzie swoje przez Krew i Mękę najmilszego Syna Twego Jezusa Chrystusa.

Najświętsza Maryjo Dziewico, wszyscy Aniołowie i Święci w niebie módlcie się za zmarłymi, którym pragniemy wyprosić zmiłowanie Pańskie. Niech moc Krzyża Świętego otworzy im bramy niebios, gdzie świeci światłość wiekuista. W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego niech odpoczywają na wieki wieków.

Amen.

Ofiarowanie Mszy świętej za zmarłych

Ojcze Przedwieczny, napełnij mnie swoją łaską i rozpal moje serce ogniem Ducha Świętego, abym uczestnicząc w tej Najświętszej Ofierze Twojego Syna, za wstawiennictwem Jego umiłowanej Matki otworzył (otworzyła) się jak najpełniej na niezgłębione dary Twojego miłosierdzia i uświęcony (uświęcona) nimi mógł (mogła) przyjść z pomocą duszom czyśćcowym.

Amen.

Modlitwa wieczorna

Boże, najmiłosierniejszy Stwórco nasz i Panie, oto udaję się na spoczynek. W Twoje Ojcowskie dłonie z ufnością powierzam siebie. Dziękuję Ci, że uzdolniłeś mnie do czynienia tego dnia darem dla zmarłychcierpiących w czyśćcu. W ciemności nocy otocz mnie światłem Ducha Świętego, abym odpoczywał (odpoczywała) spokojnie i szczęśliwie obudził (obudziła) się o poranku, wielbiąc Imię Twoje. Przez Jezusa Chrystusa, naszego Pana i Odkupiciela. A dusze wiernych zmarłych niech odpoczną już na zawsze w miłującym Sercu Twoim.

Amen.

Apostolstwo Pomocy Duszom Czyśćcowym,
przy Zgromadzeniu Sióstr Wspomożycielek Dusz Czyśćcowych.
Imprimatur Kurii Biskupiej Warszawsko-Praskiej z dnia 22 maja 1998 r.
oraz Kurii Biskupiej w Częstochowie z dnia 26 maja 2015 r.



Modlitwa do Matki Bożej Wniebowziętej

O Dziewico Niepokalana, Matko Boga i Matko nas ludzi! Wierzymy z całą gorliwością naszej wiary w Twoje tryumfalne wzięcie z duszą i ciałem do niebios, gdzie zostałaś ogłoszona Królową wszystkich chórów anielskich i wszystkich zastępów Świętych.

I my łączymy się z nimi, aby chwalić i błogosławić Pana, który Cię wywyższył ponad wszystkie czyste stworzenia, aby ofiarować Ci żar naszej pobożności i miłości.

Wzrok Twój, który macierzyńsko pieścił pokorne i cierpiące człowieczeństwo Jezusa na ziemi, nasyca się w niebiosach widzeniem chwalebnego człowieczeństwa Mądrości Niestworzonej, radość Twej duszy w oglądaniu twarzą w twarz godnej uwielbienia Trójcy Przenajświętszej porusza Serce Twe uszczęśliwiającą tkliwością a my, nędzni grzesznicy, my, którym ciało obniża lot duszy, błagamy Cię, abyś oczyściła nasze zmysły, byśmy nauczyli się już tu na ziemi, kosztować Boga z cudów stworzenia.

Amen.



Modlitwa do św. Michała Archanioła

Święty Michale Archaniele, Twórco wspólnoty Anielskiej, dopomóż nam tworzyć wspólnotę rodziny ludzkiej, opartą na prawdzie, miłości i dobroci. Wysyłaj każdemu z nas Anioła pokoju, abyśmy wprowadzając pokój do własnego serca, byli ludźmi miłości i pokoju. Wodzu Zastępów Pańskich: Aniołów, ludzi i całego stworzonego świata, dopomagaj nam zachować porządek ustanowiony przez Stwórcę i osiągnąć w Chrystusie pełnię pokoju.

Amen.